niedziela, 15 grudnia 2013

III

Mijała chwila za chwilą, a Alex wciąż nie było. Zaczęłam się martwić, bo miała być zaraz po moim telefonie. Nie powiem, martwiłam się, bo ona była roztrzepana i w każdej chwili mogło coś się stać, a wtedy bym ze strachu umarła. Przekręciłam się na plecy i patrzyłam w sufit. Nie słyszałam nic prócz głosów dochodzących z zewnątrz. Chyba przyjechała większa rodzina z dziećmi. Modliłam się, żeby nie mieli pokoju obok mnie, bo po prostu bym nie wytrzymała. Byłam typem dziewczyny, która nie znosiła dzieci. Postanowiłam sobie nigdy nie zajść w ciążę. Nie dałabym sobie rady, nawet jeśli mama czy Alex mówiłyby, że damy radę.
         - Jestem! – Krzyknęła na znak powrotu moja przyjaciółka, wyrywając mnie przy tym z rozmyślań.
         - Nareszcie! Gdzieś Ty była?
         - A najpierw z Fannisem na gorącą czekoladę poszłam, a później z Fettnerem na spacer i mnie tu odprowadził. Boże dziewczyno, jaram się! On jest taki uroczy i w ogóle ma tunele, ma taki cudowny głos, o matko! – Krzyknęła podekscytowana i z impetem rzuciła się na moje łóżko. – A jak tam z Magnusem?
         - Dobrze. Fajny z niego facet, fajnie nam się gadało i w ogóle. – Popatrzyłam na rozmarzoną przyjaciółkę i doszłam do wniosku, że dalsza rozmowa z nią nie ma najmniejszego sensu. – Nie wyganiam Cię, ale idź. Muszę się jeszcze trochę przespać przed kwalifikacjami.
         - No dobra. O której Cię obudzić?
         - O 17. – Odpowiedziałam i otworzyłam jej drzwi.
         - To do zobaczenia. – Powiedziała i wybiegła z pokoju tak niefortunnie, że potknęła się  własne nogi i upadła na podłogę. – Ja pierdole!
         - Alex co się stało? – Kucnęłam przy niej, jednak mimo przykrej dla niej sytuacji śmiałam się jak nawiedzona hiena.
         - Chyba skręciłam kostkę. Nie mogę nią ruszyć.
         - Świetnie! Świetnie, po prostu świetnie. – Wstałam szybko od niej. – Lecę po pomoc.
Zostawiłam przyjaciółkę przy moich drzwiach, a sama pobiegłam do holu, by zawołać pomoc. Dwóch niemieckich boyów hotelowych ze mną poszło, a mężczyzna w recepcji zadzwonił po karetkę.
Weszliśmy na moje piętro, a Alex wciąż z grymasem bólu trzymała się za kostkę. Zdążyła tylko zdjąć kurtkę, bo na nic innego z pewnością nie miała siły. Popatrzyła na mnie ze łzami w oczach i poprosiła, żebym wzięła jej rzeczy, podczas kiedy dwóch mężczyzn pomagało jej się podnieść i zejść po schodach do przytulnego holu, gdzie mieliśmy zaczekać na pogotowie. Usiadłam obok dziewczyny, a ta popatrzyła na mnie z żalem i smutkiem jednocześnie.
         - Przepraszam, że zjebałam nam wyjazd. – Wściekła się na samą siebie.
         - Alex daj spokój! Nie mów tak. – Pocieszałam ją.
         - No ale miałyśmy na kwali pójść razem i w ogóle miałyśmy się świetnie bawić, a tu taka lipa. Jak mi to w jakiś gips wsadzą to mnie poniesie.
         - Uważaj, bo Ci gips dadzą. – Wyśmiałam ją głośno.
         - Jedź na skocznię sama.
         - Chyba nie lałaś! Jak to gwiazdor Błaszczykowski powiedział? „Bez Ciebie nie idę”.
         - Carmi, ale nie możesz przeze mnie rezygnować ze skoków. Jak nie pojedziesz to nawet się do mnie nie odzywaj.
         - Czy to szantaż? – Zapytałam zaskoczona.
         - Tak, to jest szantaż. – Syknęła niczym jedna z najbardziej jadowitych żmij.
         - Dobra, już dobra, ale wiesz że bez Ciebie nie będzie to samo?
         - Oj dasz radę. – Złapała mnie za rękę. – Poza tym może Magnusa spotkasz?
         - Już mam dość jego obecności na dziś.
         - Czemu?
         - Bo tak. – Odparłam. – Bardzo Cię boli?
         - No trochę.
         - Trochę bardzo?
         - Ta.
         - Pogotowie przyjechało. – Powiedział jeden z chłopców. Muszę przyznać, że jak na Niemca był bardzo atrakcyjny.
         - Dobra, dam sobie radę sama. – Powiedziała Alex i zawinęła na szyi czarny szalik.
         - Jadę z Tobą.
         - Nie! Carmi Ty idziesz na kwalifikacje. – Powstrzymywała mnie przyjaciółka. – Jakbyś mogła to daj mi tylko portfel, a torebkę zabierz do pokoju. – Poprosiła i podała mi czarną, skórzaną torbę listonoszkę.
         - Dobra, ale masz do mnie zadzwonić jak już będziesz wszystko wiedziała, rozumiesz?
         - Tak, rozumiem. – Powiedziała i pokazała nogę ratownikowi. – Dzięki, że tak się przejmujesz.
         - No kurde, przecież jesteś moją przyjaciółką. – Pocałowałam ją w czoło.
         - Zabieramy Panią do szpitala. Musimy zrobić prześwietlenie i zobaczymy co dalej. – Powiedział ratownik i pomógł Alex wstać.
         - Dobra, jedź już. Ale masz mi dać znać. – Przypomniałam jej i podtrzymałam, by mogła złapać równowagę.
         - Jezu, zachowujesz się jak moja mama. Wyluzuj.
         - Martwię się, ogarnij to. – Syknęłam do rudej.
         - Już dobra. Dam Ci znać.
Odprowadziłam przyjaciółkę wzrokiem i poszłam do swojego pokoju. Gdybym faktycznie nie poszła na skocznię, a ta by się o tym dowiedziała, to zrobiłaby mi niezłą wojnę.
Stałam na środku pokoju i zastanawiałam się co dalej. Zostałam sama, moja przyjaciółka trafiła do szpitala, więc na zawody byłam zmuszona iść sama. Miałam jeszcze sporo czasu do treningów, więc postanowiłam się trochę przespać, by nie paść ze zmęczenia choć wiedziałam, że sen tak łatwo mi nie przyjdzie. Zbyt wiele rzeczy się wydarzyło.
Tak jak podejrzewałam. Nie udało mi się zmrużyć oka choć na chwilę, za to wybrałam się na treningi. Stałam bardzo blisko miejsca dla lidera i ławek na których stały ich rzeczy. W pobliżu nich, niczym ochroniarze stali członkowie ekip z różnych krajów, między innymi Szwajcarzy, Włosi i Rosjanie. Kibiców było jak na lekarstwo. Jedynie miejscami były dwu-trzy osobowe grupki, a o grupach większych to można było pomarzyć. Na skoczni panowała okropna cisza, co było dosyć denerwujące. Jedyny dźwięk jaki było słychać, to szum dosyć mocno wiejącego, bocznego wiatru, który z pewnością był jednym z głównych problemów w oddawaniu w miarę przyzwoitych i bezpiecznych skoków.
W słuchawkach, nie za głośno leciała moja ulubiona piosenka przy której zawsze przenosiłam się w inny świat. Tak, to była Lana Del Rey i jej „Lucky Ones”. Wsłuchana w tekst piosenki zdecydowałam się porobić zdjęcia, bo przecież po to wzięłam ze sobą aparat. Skierowałam obiektyw ku buli, by wyczuć odpowiedni moment. Gdy tylko się taki nadarzył, gdy jeden z zawodników akurat znalazł się w idealnym miejscu nacisnęłam odpowiedni przycisk i uchwyciłam idealny moment przejścia w drugą fazę lotu skoczka. To było najlepsze zdjęcie jakie kiedykolwiek wykonałam. Tak bardzo podjarałam się tym zdjęciem, że nie zwróciłam uwagi na to, że przy mnie stał „model” z mojej fotografii.
         - Do kwalifikacji jeszcze dużo czasu, chce Ci się tutaj tak stać? – Usłyszałam czyjś roześmiany głos.
         - Tak, przynajmniej porobię zdjęcia. – Odpowiedziałam i popatrzyłam na mojego rozmówcę. – Nie to, żeby coś, ale jesteś na moim zdjęciu. – Pokazałam Kraftowi zdjęcie wykonane przeze mnie parę minut temu.
         - Podoba mi się i to bardzo. – Uśmiechnął się. – Jak chcesz mogę być Twoim modelem przez cały dzień.
         - Będę to miała na uwadze. – Zachichotałam pod nosem. – Uśmiech! – Powiedziałam i skierowałam obiektyw w jego stronę.
Stefan uśmiechnął się na tyle uroczo, że patrząc w obiektyw uśmiechałam się jak skończona idiotka.
Po zrobionym zdjęciu, pokazałam mu je, co skwitował narzekaniem na swoją twarz, ale skarciłam go za takie negatywne słowa i poprosiłam o autograf i wspólne zdjęcie. Oczywiście swoją osobą oszpeciłam to zdjęcie, ale najważniejsze były dla mnie autograf i ta chwilowa rozmowa z Austriakiem.
         - Tak w ogóle to jak masz na imię? – Zapytał chłopak i już ubrany w ciepłe ciuchy oparł się o barierkę, która nas dzieliła.
         - Carmen.
         - Ładna dziewczyna o ładnym imieniu. Czego chcieć więcej? – Skomplementował moją osobę, patrząc mi przy tym głęboko w oczy.
         - Dziękuję, to miłe. – Odpowiedziałam, starając się nie zachować jak fangirl.
         - Miałabyś może czas po zawodach?
         - W sumie to nie wiem, bo moja koleżanka trafiła godzinę temu do szpitala, ale jeśli napisze mi, że wszystko jest okej, to czemu nie. – Nie wiedzieć czemu zgodziłam się.
         - Co jej się stało?
         - Wywróciła się wychodząc z mojego pokoju i ma kostkę uszkodzoną, dlatego jestem tutaj sama.
         - Ej, jeśli chcesz to mogę Cię zabrać ze sobą na górę. Poznasz kilka osób i w ogóle.
         - Nie, wolę zostać tu. – Odmówiłam. – Ale dziękuję, za propozycję.
         - Nie ma sprawy. – Posłał mi uśmiech i zarzucił narty na ramię. – Ja już muszę lecieć.  Jak by co, to zapisałem Ci tam na kartce numer. Jakbyś chciała się spotkać albo pogadać to jestem pod telefonem. Do zobaczenia.
         - Z pewnością skorzystam. – Kiwnęłam głową i popatrzyłam na uśmiechniętego Krafta.
Nie spodziewałam się takiego spotkania, dłuższej rozmowy z jakimkolwiek zawodnikiem. To było fantastyczne przeżycie, którym usiałam się podzielić z Alex. Przyjaciółka jednak nie mogła odebrać, co było dla mnie zrozumiałe.
Mijały kolejne nudne godziny. Z każdą z nich, wiatr coraz bardziej dawał się w znaki. To nie było zbyt pocieszające i pozytywne, zwłaszcza, że na skocznię przybywało coraz więcej osób chcących obejrzeć długie skoki. Robiło się coraz chłodniej i ciemniej. Obok mnie stanęła grupka chłopców w mniej więcej moim wieku. Mimo, że na uszach miałam słuchawki, to słyszałam Polskie teksty dotyczące złej pogody. Kochałam ten stan, gdy Polacy zjawiali się w zagranicznych miejscach i bezpardonowo używali naszego ojczystego języka. Uśmiechnęłam się do nich i wróciłam do fotografowania obiektu narciarskiego. Spiker właśnie przekazał, że kwalifikacje zostają odwołane i jutro do konkursu przystąpi pełna stawka. Dobrze, że ta decyzja została podjęta, zanim chłopcy zostali narażeni na niebezpieczeństwo. Nie pozostawało mi nic innego jak wrócić do hotelu.
Weszłam do pokoju, rzuciłam niewielką torebkę na fotel, a sama, nawet się nie rozbierając, padłam na łóżko niczym rzucone przez mordercę zwłoki. Mimo, że w pomieszczeniu było bardzo ciepły to drżałam jakbym miała padaczkę. Nie było mi zimno, więc to może było spowodowane spotkaniem Stefana? Nie byłam do końca tego pewna, ale mimo wszystko to było wspaniałe uczucie. Cieszyłam się tak samo jak po spotkaniu z Magnusem, którego dzisiaj widziałam. Dziwne było to, że rozpoznał mnie, bardzo dobrze wiedział, że to ja, lecz kompletnie nie zareagował Nawet głupiego „cześć” albo „pocałuj mnie w dupę” nie usłyszałam. Nie miałam zamiaru się nim przejmować.
W końcu, po dość długim leżakowaniu postanowiłam w końcu zdjąć z siebie ciepłe ciuchy. Kurtka, buty i czapka poszły do szafy, wyszukałam tam też błękitną bluzkę i ciemne jeansy i tak przygotowana poszłam do łazienki, by wziąć długi i ciepły prysznic, bo bardzo tego potrzebowałam. Długie stanie pod skocznią nie było najlepszym pomysłem, zwłaszcza, że od kilku dni łapało mnie przeziębienie. Stojąc pod ciepłą taflą wody zastanawiałam się czy zadzwonić do Stefana. W końcu nie codziennie dostawałam numery skoczków narciarskich. Pomyślałam, że to może mi nawet wyjść na dobre. Moją głowę przepełniały myśli o Magnusie i tym jak mnie zignorował kilka godzin wcześniej.
Po szybkim prysznicu, wtarłam w ciało kokosowy balsam i założyłam przygotowane ubrania, które o dziwo były na mnie za duże. Szybko wysuszyłam włosy po czym związałam w niechlujny wysoki kok, pomalowałam delikatnie oczy i poszłam szukać telefonu. Wyciągnęłam go z kieszeni kurtki i zobaczyłam sms od Alex. „ Jutro z samego rana mnie wypuszczają! :D Mam skręconą kostkę, ale da się żyć. Sama dotrę do hotelu, soł nie będziesz musiała się zrywać :3”. Ucieszyłam się, że Alex w końcu do mnie dołączy, w końcu przyjechałam tu z nią. Odpisałam na jej sms i jeszcze przez chwilę zastanawiałam się, czy zadzwonić do Krafta czy też nie. Miałam wątpliwości, ale nie ma ryzyka nie ma zabawy. W torebce znalazłam notesik, w którym był autograf i numer skoczka, wystukałam numer na dotykowej klawiaturze i wybrałam opcję „łącz”.
         - Tak, słucham? – Usłyszałam po drugiej stronie głos Stefana.
         - Cześć, tu Carmen.
         - O hej. Fajnie, że dzwonisz. – W jego głosie ewidentnie słychać było uciechę. – Co u Ciebie?
         - Wiesz co, właśnie zastanawiałam się, czy może miałbyś ochotę na spacer, albo coś takiego? – Zaproponowałam trochę zdenerwowana.
         - Czemu nie. – Zgodził się bez żadnego „ale”. – Spotkajmy się może pod skocznią, chyba że masz za daleko, albo nie chce Ci się wychodzić. – Zaśmiał się Austriak.
         - Dobra, to za 10 minut pod skocznią. – Ucieszyłam się i rozłączyłam, po czym w trybie now wybrałam numer Alex. – Jezu dziewczyno umówiłam  się z Kraftem.
         - Co Ty powiedziałaś? – Zapytała mega zaskoczona przyjaciółka. – Przecież mówiłaś, że…
         - Wiem co mówiłam, ale…
         - Jak to się w ogóle stało?
         - Sama nie wiem. Rozmawialiśmy chwilę po treningach, dał mi autograf i swój numer i zadzwoniłam, po prostu.
         - A na spotkanie z Magnusem tak się nie cieszyłaś.
         - Nie mówmy o Magnusie, dobrze? – Poprosiłam i starałam się zapiąć buta.
         - Coś się stało?
         - Tak. Widziałam go dzisiaj, uśmiechnęłam do niego, a ten po prostu odwrócił wzrok.
         - Serio? – Zdziwiła się po drugiej stronie moja przyjaciółka. – Może Cię nie poznał?
         - Tak, moich czerwonych kudłów na pewno nie rozpoznał. – Zapięłam zamek w kurtce i dość nieporadnie założyłam komin (taki szalik, jakby ktoś nie wiedział :D) na szyję. – Dobra, kończę, bo się spóźnię.
         - Jak kocha to poczeka. – Zażartowała dziewczyna. – Gdzie się umówiliście?
         - Przed głównym wejściem na skocznię. – Odpowiedziałam i zamknęłam drzwi na klucz, po czym ruszyłam w stronę holu.
         - E to daleko nie masz.
         - Na szczęście nie, ale wiesz, i tak nie chcę się spóźnić. W ogóle jak tam z Fannemelem?
         - A jak ma być?
         - Zapomniałam, przecież ty w Fettnerze zakochana jesteś.
         - A tam w Fettnerze! Freund to ostatnio obiekt moich westchnień.
         - No tak, te jego ząbki. – Zaśmiałam się. – Ale Ty tak na serio? Alex, ja już za Tobą nie nadążam.
         - Spadaj. – Syknęła trochę wściekle. – Mam nadzieję, że do mojej mamy nie dzwoniłaś?
         - A po co? – Pchnęłam duże drzwi i znalazłam się na podwórzu, gdzie właśnie zaczynał padać gęsty śnieg.
         - No że w szpitalu jestem.
         - Przecież jesteś dorosła, a poza tym sama powinnaś to zrobić. – Założyłam na głowę kaptur i skierowałam swoje kroki w stronę obiektu narciarskiego.
         - Wiem, ale nie chcę jej martwić. Wiesz, że z jej sercem nie jest najlepiej.
         - Wiem, wiem. – Mruknęłam. – Ziom jak kończę, odezwę się później.
         - No okej, udanej randki ze Stefciem. – Zażartowała przyjaciółka. – Do jutra.
         - Do jutra, papa. – Rozłączyłam się i przyspieszyłam kroku.
Śnieg zaczął sypać coraz intensywniej, co sprawiło, że na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
Dotarłam na miejsce. Z daleka widziałam, że Stefan tam czeka. Moje serce bardzo się ucieszyło, choć nie traktowałam tego spotkania jako randki. Podeszłam bliżej, a Kraft obdarzył mnie swoim uśmiechem numer 5.
         - Cześć, miło jest Cię znowu zobaczyć. – Powitał mnie i pocałował na powitanie w policzek, co oczywiście odwzajemniłam.
         - Też się cieszę. – Zdjęłam z głowy kaptur. – Dzięki, że się zgodziłeś na wyjście.
         - Spacer dobrze mi zrobi. – Odpowiedział. – Idziemy gdzieś posiedzieć, czy połazimy po okolicy?
         - Szczerze, to wolałabym gdzieś posiedzieć, jest trochę za zimno na spacer.
         - Jestem tego samego zdania. – Zgodził się ze mną i ruszyliśmy w stroną pobliskiej knajpki.
W czasie drogi rozmawialiśmy o dzisiejszych treningach i niedoszłych kwalifikacjach. On sam najechał na ten temat, jednak ja nie narzekałam, bo mogłam się wykazać swoją wiedzą na ten temat. Stefan bardzo uważnie słuchał tego co mówiłam. Nie byłam skrępowana czy coś. Przecież miałam ku temu powód, bo rozmawiałam z kimś, kto ma trochę większe pojęcie o tym sporcie niż ja.  Kiedy dotarliśmy na miejsce, obydwoje ucichliśmy, a po przekroczeniu progu budynku poczuliśmy przyjemne ciepło.
Ciemne ściany, na których zawieszone były kinkiety dawały trochę przyciemnione światło, przez duże okna widać było piękną okolice i padający śnieg, który stopniowo ukrywał pod sobą resztkę zieleni. Na parapetach, w niewielkich doniczkach poustawiane były pachnące fiołki alpejskie i świeczki zapachowe na przemian. Zajęliśmy jeden z najdalej ustawionych stolików. Przechodząc przez pomieszczenie dostrzegłam Norweskich zawodników, którzy byli w szampańskich nastrojach. Spojrzałam na Magnusa, który uważnie nas obserwował. Z jego oczu ciskały się małe błyskawice, które chyba miały mi dać do zrozumienia, że niezbyt jest zachwycony moim towarzyszem.
Zdjęłam kurtkę, którą następnie zabrał ode mnie Stefan i powiesił na pięknym drewnianym wieszaku, a następnie odsunął mi krzesło. Uśmiechnęłam się i popatrzyłam na chłopaka, który usiadł naprzeciw mnie. Na szczęście to ja siedziałam tyłem do Norwegów, więc nie musiałam się przejmować ich przenikliwymi spojrzeniami.
         - Co zamawiamy? - Zapytał Austriak, gdy podeszła do nas kelnerka.
         - Dla mnie zieloną herbatę. – Odpowiedziałam i położyłam telefon na stoliku.
         - Do koleżanki zieloną herbatę, a dla mnie wodę z cytryną. – Złożył zamówienie, oczywiście w swoim ojczystym języku i wrócił do rozmowy ze mną. – Jak Twoja przyjaciółka się czuje?
         - A dobrze, jutro rano wychodzi. – Odpowiedziałam. – Wiesz, że widziałam Cię dzisiaj na basenach?
         - Serio? – Zdziwił się.
         - Tak.
         - To jak to się stało, że ja Cię nie widziałem? – Zapytał smutno. – A może dlatego, że byłaś otoczona Norwegami.
         - Wcale nie byłam.  Broniłam się.
         - Dobra, nie ważne. – Uspokoił mnie uśmiechem. – Opowiedz coś o sobie.
         - To zależy co chcesz wiedzieć.
Popatrzyliśmy na siebie i tak rozpoczęła się nasza rozmowa.
Opowiedzieliśmy sobie wszystko. Od zainteresowań, po sprawy rodzinne. Jedyną rzeczą jakiej mu nie powiedziałam to mój związek z Harrim. Nie chciałam popełnić tego samego błędu, który popełniłam przy spotkaniu z Magnusem. Nie chciałam już na samym początku znajomości wyskakiwać mu z takimi przykrymi sprawami. Nie chciałam, by patrzył na mnie jakoś litościwie.
Stefan okazał się być bardzo sympatycznym chłopakiem. Na początku nie mogłam się skupić na tym co mówił, bo jego angielski był niesamowicie uroczy. Jednak po chwili ogarnęłam się i skupiłam na rozmowie. Stefan ani razu nie wspomniał ani razu o skokach. Odpowiadał na moje pytania bardzo dokładnie, uważne mnie słuchał. Nasza rozmowa mijała nam w bardzo miłej atmosferze. Kiedy skończyliśmy, wyszliśmy z knajpki, ciągle się śmiejąc. Szliśmy spokojną uliczką, śnieg wciąż sypał, było bardzo przyjemnie, mimo wszystko coś mnie bardzo niepokoiło.
         - Stefan, mam wrażenie, że ktoś za nami idzie. – Podzieliłam się swoimi lękami z chłopakiem. Kraft odwrócił się na chwilę i delikatnie złapał mnie w pasie.
         - Ktoś za nami idzie, ale spokojnie. – Uśmiechnął się i szliśmy dalej.
Mimo, że nie powinnam pozwolić Stefanowi na taki gest, to w sumie poczułam się bezpiecznie.
Dotarliśmy ze Stefanem pod mój hotel i zatrzymaliśmy się przed szklanymi drzwiami. Po spędzonym dniu z Austriakiem padałam ze zmęczenia, ale mimo to nie dawałam tego po sobie poznać.
          - Dziękuję za dzisiejszy dzień. – Powiedziałam cicho i nieśmiało na niego spojrzałam.
         - To ja Ci powinienem podziękować. – Odpowiedział i złapał mnie delikatnie za zimna dłoń. Niby taki zwyczajny gest, ale wykonany w takiej sytuacji przyprawił mnie o przyspieszone bicie serca. – Muszę już iść.
         - No dobrze, mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
         - Obiecuję Ci to. – Podszedł do mnie o krok bliżej i złożył na ustach bardzo delikatny, pożegnalny pocałunek. To było tylko sekundowe zbliżenie, ale było w nim coś, czego nie dało opisać się słowami.
Stefan puścił moją dłoń, uśmiechnął się i otworzył mi drzwi, po czym wyruszył w swoją stronę.
Szłam spokojnie przez hol, kiedy nagle ktoś szarpnął mnie za ramię. Myślałam, że to Stefan zawrócił, by jak  w romantycznym filmie, po pierwszym spotkaniu  wziąć mnie w ramiona i pocałować namiętnie, jednak gdy się odwróciłam stanęłam twarzą w twarz z Magnusem. Zamurowało mnie.
         - Co Ty tu robisz? – Zapytałam zaskoczona jego obecnością.
         - Widziałem Cię z Kraftem. Najpierw na skoczni, a później w knajpie, bo byłem tam z chłopakami. Dla mnie czasu nie masz, a z nim to się szlajasz. – Naskoczył na mnie z wyrzutami Norweg.
         - Posłuchaj mnie uważnie. Znam Cię nie cały jeden dzień i co, może mam być z Tobą 12 na dobę? Może mi jeszcze powiesz, że jestem jakąś Twoją pieprzoną własnością? To, że spędziłam ze Stefanem dzisiejsze popołudnie to tylko. – Stuknęłam palcem w jego klatkę piersiową. – I wyłącznie moja sprawa.
         - Nie znałem Cię od tej strony. – Wyskoczył z tymi słowami jak do najlepszej przyjaciółki.
         - Ogarnij się! My się w ogóle nie znamy! – Wykrzyczałam mu w twarz i bez słowa skierowałam kroki w stronę swojego pokoju, jednak Magnus nie dawał za wygraną.
         - Ale jak na skoczni widziałaś mnie to ciężko Ci było powiedzieć „cześć” albo coś w tym stylu?
         - Ty sobie jaja robisz? Mam się za Tobą uganiać Mi tam nie wiadomo jak nie zależy na tej znajomości, ale jeśli Tobie tak, to dlaczego jak się do Ciebie uśmiechnęłam, tam na skoczni to po prostu odwróciłeś wzrok, więc możesz mnie pocałować w dupę! – Szarpnęłam za klamkę drzwi do mojego pokoju i trzasnęłam nimi za sobą i dla pewności jeszcze zamknęłam je na klucz.
Jeszcze przez kilka minut słyszałam głos Magnusa i dobijacie do drzwi, ale to zignorowałam.
Miałam nadzieję, że Magnus szybko stąd pójdzie. Zdjęłam kurtkę, rzuciłam na fotel buty zostawiłam koło drzwi i położyłam się na łóżko. Z uśmiechem wspominałam dzisiejszy dzień. Napisałam jeszcze Stefanowi sms z podziękowaniem za dzisiaj i po prostu zasnęłam.
*****************************************************************************************

No to tyle na dziś J Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale szkoła mi zabiera cały wolny czas :c
Jeeejku :c Oby Morgiemu nic się nie stało, bo normalnie mnie poniesie :c Nie jestem jakąś ogromną fanką, ale każdy upadek przeżywam tak samo :c
Wielkie gratulacje dla Kasaiego i Ammanna! J Szkoda, że Simi nie stanął na tym najwyższym stopniu podium, no ale cóż. Za Stochem nie przepadam, a wręcz go nie znoszą ( mam do tego prawo, więc bez hejtów!) więc zbytnie się nie cieszę, że wygrał.
Mam nadzieję, że komentarze się tu pojawią. Uwierzcie, że jest to bardzo motywujące, i mam nadzieję, że poświęcicie choć 5 minut na napisanie choć jednego słowa.
I przepraszam, że ta "akcja" z Kraftem jest taka bardzo naciągana i wgl :p

P.S. Chcę oglądać TAKIE obrazki
 a nie TAKIE :c

GET WELL SOON MORGI! ♥

czwartek, 5 grudnia 2013

II

           - Magnus. – Uśmiechnął się miło.
No tak! Magnus Brevig. Nie spodziewałam się takiego spotkania, ale cóż. Norweg miło na mnie spojrzał i odwrócił w stronę reszty teamu, która oczywiście reagowała jakimiś dziwnymi okrzykami.
                - Debile. – Burknął pod nosem. – Jeszcze raz Cię za nich, a właściwie za Rune przepraszam.
                - Nic się nie stało. – Uspokajałam chłopaka, który brał na siebie winę, za wariactwo kumpla.
                - Na pewno?
                - Na sto procent. – Uśmiechnęłam się delikatnie.
                - A może dałabyś się zaprosić później na kawę, czy coś? – Zapytał w miarę cicho, by reszta nie usłyszała.
                - W sumie miałam z przyjaciółką iść gdzieś na jakąś imprezę, ale mogę to odwołać.
                - Nie, nic nie odwołuj. Po prostu umówimy się kiedy indziej.
                - No dobrze. – Popatrzyłam na chłopaka i zauważyłam, że Hilde za nim będący, pokazuje palcami serduszko, więc automatycznie zachichotałam. – Tomowi chyba humor dopisuje.
                - Nie zwracaj na niego uwagi. – Odpowiedział trochę zawstydzony. Aż miałam ochotę zrobić głośne „awwww”.
                - Na Toma nie da się nie zwracać uwagi.
                - Racja, jest specyficzną osobą. – Zaśmiał się i podpłynął do brzegu basenu, by następnie z niego wyjść.  – Wychodzisz? – Zapytał i podał mi dłoń.
                - No dobra. – Odparłam i chwyciłam jego silną dłoń.
Chłopak pomógł mi wyjść z wody i nie wiedziałam dlaczego, straciłam równowagę i prawie ponownie wpadłam do wody, ale Magnus w ostatniej chwili mnie chwycił i z uśmiechem triumfatora popatrzył mi w oczy.
                - Uratowałem Ci życie. – Powiedział dumnie, lecz mnie nie puścił.
                - Oh mój Ty wybawco! Jak ja Ci się odwdzięczę za ocalenie mojego życia? – Zapytałam teatralnym tonem, po czym zaśmiałam się głośno.
                - Tym, że się ze mną umówisz. – Drążył wciąż temat.
                - A Ty dalej swoje. – Zażartowałam. – Jak będę miała czas to wtedy. – Odparłam i uwolniłam się z jego uścisku.
                -Carmen, ale przecież nie mamy na wieczór planów. – Powiedziała Alex, koło której, niczym krążownik pływał Fannemel.
Popatrzyłam na nią zabójczym wzrokiem i miałam ochotę udusić za to co powiedziała, ale wolałam się już nie odzywać i nie pogarszać swojej sytuacji. Jedynie popatrzyłam na stojącego naprzeciw mnie Magnusa i poczułam jak  moje policzki pokrywają rumieńce
                - No dobra, teraz już się muszę się z Tobą umówić. – Burknęłam i chwyciłam czerwonego, przemoczonego kucyka.
                - Czyli wyszło na moje. – Powiedział zadowolony. – To może pójdziemy teraz? Później treningi, kwalifikacje i podejrzewam, że jakoś nie będziemy mieli czasu, żeby się spotkać czy coś.
                - No. – Specjalnie ociągałam się z odpowiedzią. – Dobra, to chodźmy. – Zgodziłam się. I podeszłam do przyjaciółki. – Alex, ja lecę.
                - Udanej randki życzę. – Szepnęła wrednie i pocałowała mnie w policzek.
                - Spierdalaj, bo to Twoja wina.
                - Moja? – Zapytała jakby totalnie zaskoczona tym, że obarczam ją swego rodzaju winą.
                - Po co się odzywałaś?
                - Jeszcze mi podziękujesz. – Klapnęła mnie w tyłek, kiedy odwróciłam się w stronę Magnusa.
                - Ała, chcesz w ryj? – Syknęłam do przyjaciółki i złapałam się za poszkodowany pośladek.
Alex uśmiechnęła się, a ja trochę wkurzona opuściłam pływalnie wraz z asystentem trenera Norweskich skoczków.
Ogarnęłam się w zawrotnym tempie i sama nie wiedziałam dlaczego. Przecież nie spieszyłam się na cholernie ważną randkę, lecz „karną” kawę. Szybko zarzuciłam na siebie ciuchy, przemoczony strój przebrałam na czystą i suchą bieliznę, pomalowałam rzęsy i wysuszyłam włosy, które po rozczesaniu puściłam luzem, a czerwone końcówki sięgały mi  do końca żeber. Wyszłam z pomieszczenia, a w niewielkim holu, koło recepcji czekał na mnie Norweg z uśmiechem od ucha do ucha.
         - Idziemy? – Zapytał i zgiął łokieć, tak, bym mogła wziąć go pod ramię.
         - Jasne. – Zrobiłam to, co chciał i wyszliśmy z budynku.
         - Nie chcę, żebyś pomyślała, że w jakiś sposób Cię podrywam, czy coś. To jest po prostu przyjacielska kawa. – Zaczął się od razu tłumaczyć.
         - No dobrze, przecież ja nic nie mówię. – Mruknęłam i zmrużyłam oczy, gdy tylko jasne promienie słońca spotkały się w moim wzrokiem.
         - W ogóle fajnie, że się zgodziłaś.
         - Nie miałam szczerze mówiąc wyjścia, skoro przyjaciółka mnie wkopała.
         - A jak ona ma na imię?
         - Alex.
         - Ładna jest. – Stwierdził. – Chyba spodobała się Fannisowi.
         - Dlaczego tak uważasz? – Zapytałam, o mało co nie wybuchając przy tym śmiechem.
         - Zaraz jak weszliśmy, to Anders od razu wypalił z tekstem i teraz pozwól, że zacytuję „ta ruda jest niezła”.  – Powiedział z uśmiechem i przyciągnął mnie do siebie. – Uważaj, weszłabyś w latarnię.
         - Znowu mi życie uratowałeś. – Uśmiechnęłam się. – Chociaż nie, tym razem uratowałeś mnie przed kompletną kompromitacją.
         - Na to wychodzi. – Potwierdził moje słowa. – Ładna pogoda dzisiaj, co nie?
         - Tak, ale za mocno wieje. Coś czuję, że nieciekawie na kwalifikacjach będzie. Poza tym, wyciągnąłeś mnie, żeby ze mną o pogodzie gadać?
         - Temat dobry, jak każdy inny. – Odparł. – A tak serio to o czym chcesz pogadać?
         - Opowiedz coś o sobie. – Zatrzymałam się przy jednej z ławek, a następnie na niej usiadłam. – Zostańmy tutaj.
         - Okej. – Zgodził się i usiadł obok mnie. – A co chcesz wiedzieć?
         - Wszystko. – Zaśmiałam się i opuściłam głowę, wbijając wzrok w białe buty. – A tak na poważnie, to masz kogoś?
         - Szczerze? – Zapytał tak jakby samego siebie. – Sam nie wiem.
         - Jak to nie wiesz?
         - Niby mam dziewczynę od kilku lat, ale coraz częściej zastanawiam się nad rozstaniem.
         - Nie układa Wam się?
         - Już nie. – Odpowiedział krótko, lecz po chwili nabrał powietrza do płuc, co zapowiadało dłuższą odpowiedź. – Kiedyś było inaczej. Mieliśmy dla siebie mnóstwo czasu, ale od kiedy ona zaczęła pracować jako stewardessa, non stop się mijamy. Chciałbym się już w miarę ustatkować, ale po prostu nie widzę szans. Jak ona jest w domu, to ja z chłopakami jestem na treningu, albo na wyjeździe, a jak ja jestem w domu, to ona wyjeżdża. Kocham ją, ale to jest cholernie bez sensu. – Po tych słowach schował twarz w dłoniach.
         - Rozmawiałeś z nią o tym? – Zapytałam przyciszonym tonem.
         - Tak i to nie raz, ale za każdym razem ona wybucha płaczem i na tym się kończy rozmowa.
         - Wiesz co będzie najlepszym rozwiązaniem? Po prostu powiedzieć jej, że to koniec. Bez względu na to, jak bardzo by płakała, po prostu to olej. Wiem, że to łatwe nie będzie, ale ona po czasie sama dojdzie, że było warto. To jest kobieta. Popłacze, popłacze i jej przejdzie, uwierz mi. – Położyłam dłoń na tyle głowy chłopaka, delikatnie przeciągając dłonią po czarnych i miękkich włosach.
         - Tak myślisz?
         - Oczywiście. Mimo, że sama nie mam zbyt wielkiego doświadczenia w związkach, to jestem pewna, że tak będzie. – Pocieszyłam go, przynajmniej miałam takie intencje.
         - A dlaczego sama nie masz doświadczenia?
         - Niezbyt miło wspominam mój poprzedni związek. – Odpowiedziałam zawstydzona.
         - Co się stało? – Zapytał, jakby lekko zmartwiony moją odpowiedzią i zachowaniem.
         - Mój poprzedni chłopak… - Zawiesiłam głos by wziąć głęboki oddech. -  Bił mnie. – Powiedziałam po chwili, przywołując do siebie te przykre wspomnienia.. – Był o mnie chorobliwie zazdrosny, groził mi, że jeśli komuś powiem to mnie zabije. Męczyłam się z nim przez prawie rok. Któregoś dnia, kiedy znów mnie pobił. – Zawiesiłam głos. – Mój przyjaciel go prawie zabił. – Wyrzuciłam z siebie te trudne dla mnie słowa. – Zrozum, on mnie bronił. – Spojrzałam na niego i poczułam jak zbiera mi się na płacz. – Do tej pory jego matka mnie obwinia za to wszystko. Jedynie jego siostra wierzy, że on był w stanie mnie skatować, bo nie raz była świadkiem jak mnie szarpał, albo bił. Do tej pory, kiedy zamykam oczy, widzę go nad sobą, z zaciśniętą pięścią. Czasami boję się zasnąć, bo po prostu się boję, że on przyjdzie, chociaż dobrze wiem, że nie zrobi tego, że jestem już bezpieczna. – Mówiłam pół szeptem, co jakiś czas ścierając z twarzy stróżki łez. – Policja nic mu nie zrobiła, ale za to mój przyjaciel jest w pierdlu. Od tamtej pory jestem sama. On był moją w sumie pierwszą tak wielką miłością. Szkoda tylko, że okazał się takim skurwielem. – Dokończyłam i uniosłam twarz w stronę słońca.
Magnus się nie odzywał. Chyba nie tego się spodziewał. W sumie, gdybym od kogoś praktycznie obcego usłyszała taką opowieść, też za bardzo nie wiedziałabym co robić.
Popatrzyłam na Norwega i zanim cokolwiek zdążyłam powiedzieć, on jakby znał mnie od dawien dawna, zakleszczył w mocnym uścisku. Pierwszy raz od długiego czasu, po pierwsze byłam sam na sam z chłopakiem, a po drugie, pierwszy raz od tamtych przykrych wydarzeń, jakikolwiek chłopak tak po prostu mnie przytulił. Zapewne w Magnusie wzbudziłam jakąś litość, bo przecież nie codziennie na swojej drodze spotyka osoby z tak podłą przeszłością jak moja. Było mi za to wstyd, mimo, że nie była to moja wina. Przecież nie stawałam przed moim byłym i mówiłam „Hej kochanie, jak miło Cię widzieć. Wiesz co, pokaż mi jak bardzo mnie kochasz i pobij mnie do nieprzytomności tak, jak tylko Ty to potrafisz”. Kiedy Magnus mnie puścił, otarł dłonią moje policzki i spojrzał swoimi błękitnymi oczami w moje.
         - Jak dobrze, że to już koniec, prawda?
         - Tak. –Odparłam cicho. – Szczerze to nie powinnam Ci o tym mówić tak na pierwszym spotkaniu.
         - Jakbyś mi teraz nie powiedziała, to zapewne nigdy bym się nie dowiedział.
         - Zapewne nie, bo to nie jest rzecz, którą mogę lub powinnam się chwalić.
         - Ale Ty mi się wcale nie pochwaliłaś. Ja naszedłem na ten temat i po prostu mi o tym powiedziałaś.
         - Tylko proszę, nie mów o tym nikomu.
         - Nie ma sprawy. – Uśmiechnął się do mnie i oparł o drewniane oparcie. – Niech już przestanie wiać.
         - Właśnie, bo chcę obejrzeć w spokoju kwalifikacje i jutrzejszy konkurs.
         - I jeszcze niedzielny. – Zauważył.
         - Dokładnie.
         - Tak właściwie, to czym jeszcze prócz skoków się interesujesz? – Zapytał i usiadł bokiem do mnie.
         - Motocrossem…
         - Jeździsz? – Przerwał mi bardzo zaskoczony.
         - Tak, ale niedawno miałam wypadek i przechodzę rehabilitację.
         - Coś poważnego? – Jego twarz i głos przybrały poważny ton.
         - Nie. – Odparłam i popatrzyłam na niego ukradkiem. Cholera jaki on był przystojny.
         - To dobrze. – Odetchnął z ulgą. – Dobra, co jeszcze?
         - Nauka języków obcych. Po prostu to kocham. Udzielam korepetycji z angielskiego, fińskiego, słoweńskiego i norweskiego. – Ten ostatni język wymieniłam w ojczystym języku Magnusa.
         - Kurde dużo tego. – Uśmiechnął się szeroko i od tamtej pory nasza rozmowa odbywała się po norwesku.
         - Ale to nie jest tak, że jestem byłam orłem w nauce. Wręcz przeciwnie. Mam dyskalkulię, czyli nie umiem liczyć. – Powiedziałam i zaśmiałam się pod nosem.
         - Serio?
         - Tak. W szkole zazwyczaj miałam ułatwienie, ale mimo to, że mam papierek na to, to czasami czuję się jak jakiś debil. – Mruknęłam i uśmiechnęłam się, ale niezbyt zadowolona.
         - Ale za to masz inne talenty.
         - Nauka języków obcych to nie żaden talent.
         - Ale za to skutecznie potrafisz zawrócić w głowie.
Nie ukrywam, że to było miłe. Dawno z ust mężczyzny nie słyszałam komplementu. Zazwyczaj tylko się na mnie gapili, albo mieli jakieś głupie uwagi na mój temat. Delikatnie uniosłam głowę i popatrzyłam w jego stronę. Kiwnęłam głową na znak podziękowania i wyciągnęłam telefon by sprawdzić godzinę. Cholera! Było już po 12. Nie wiedzieć kiedy, czas z Magnusem tak szybko mi minął. Tak to jest, jak się znajdzie odpowiednią osobę.
                - A tak poza tym to jak długo się skokami interesujesz? – Zapytał chłopak i wstał z ławki, żeby rozprostować kości.
                - Chyba 4 lata.
                - No nawet długo. – Uśmiechnął się.
                - Ta. – Skwitowałam krótko.
                - A co Ty na to, żebyśmy pojechali na kwalifikacje razem? - Zaproponował i błagalnie na mnie spojrzał.
                - Nie, jadę z Alex. W końcu przyjechałyśmy tu razem, więc z nią idę. – Odmówiłam Norwegowi, który jakby posmutniał.
                - No okej, rozumiem.
Wstałam z ławki i ruszyłam w stronę hotelu. Oczywiście Magnus szedł ze mną. Wcześniej rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, a podczas drogi nie wymieniliśmy ani słowa. To było dziwne. Może skończyły nam się tematy? Nie, to nie możliwe.
Wracałam z Norwegiem inną drogą niż tą, którą szłam z Alex parę godzin wcześniej. W sumie zastanawiałam się, co ta małpa robi? Czułam po kościach, że teraz siedzi z jakimś chłopakiem i umawia się na drinka. Cała ona. Ja za to spędziłam przyjemne przedpołudnie z Magnusem, który chyba stracił zapał do rozmowy. Stawiał kroki w całkowitej ciszy, jakby go nagle nie było. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego. Czy go uraziłam? Czy może powiedziałam coś nie tak? A może to przez to, że odmówiłam pójścia z nim na skocznię? Ale czy aż tak by go to uraziło?
         - Magnus, co się stało?
         - Nic. – Odpowiedział z udawanym uśmiechem i kopnął leżący kamień.
         - Nie kłam.
         - Po prostu zastanawiam się, jak z nią porozmawiać.
         - Tak, jak rozmawiałeś ze mną. Uwierz mi, że to będzie najlepsze rozwiązanie.
         - Dzięki. – Powiedział półszeptem i popatrzył na mnie. – Masz coś we włosach. – Zatrzymał się i stanął przy mnie, by wyciągnąć kilka liści z moich włosów.
Magnus na mnie nie patrzył, ale ja na niego już tak.
Nie wyglądał na typowego Norwega. Fakt, miał błękitne oczy, ale jego ciemna cera i czarne włosy odbiegały na przykład od wyglądu Atle, który był blondynem o jasnych oczach i cerze. W sumie Bardal wyglądał tak samo. Tak się kończyły mieszanki rasowe, ale mimo wszystko był przystojny.
         - Już. – Uśmiechnął się i zrobił parę kroków w tył.
         - Dziękuję. – Zaczesałam dłonią włosy na bok. – Dalej już pójdę sama. 
         - Na pewno?
         - Tak. Dziękuję za spacer.
         - Mam nadzieję, że się zobaczymy nie długo.
         - Ja również.
         - Do zobaczenia. – Pożegnał mnie i przytulił.
         - Do zobaczenia. – Odpowiedziałam i pocałowałam go w zimny policzek.
Pocałowałam go w policzek? Boże tak! Tak, pocałowałam go w policzek! Dlaczego? Sama nie wiem. Może chciałam być miła, albo coś. Sama nie wiedziałam.
Rozstaliśmy się w pobliżu hotelu. On poszedł w swoją stronę, a ja w swoją. Szłam spokojną uliczką, otaczały mnie drzewa. Jak parę godzin wstecz, było bardzo cicho i spokojnie. Co jakiś czas mijała mnie osoba uprawiająca jogging.  Na domiar złego tak się zamyśliłam, że nie zauważyłam, że ktoś z naprzeciw nadbiega. Jak w mur uderzyłam w czyjeś ciało. Spojrzałam w górę i na wysokości moich oczu zobaczyłam dwa błękitne ślepka.
         - Przepraszam, nie zauważyłem Cię. – Odezwał się chłopak, mniej więcej mojego wzrostu.
         - Nic się nie stało. To ja się zamyśliłam. – Przeprosiłam i ruszyłam w swoją stronę.
Chłopak się pozbierał i pobiegł dalej. Odwróciłam się by spojrzeć na chłopaka, a ten zrobił ten sam ruch w tym samym czasie. Uśmiechnęliśmy się do siebie. Skądś tą twarz znałam.
Znalazłam się w jasnym i ciepłym pokoju. Potrzebowałam ogrzania, bo nieźle zmarzłam podczas spaceru u Magnusem. Rzuciłam torbę koło szafy, wyciągnęłam wilgotny strój, który rozwiesiłam na grzejniku, a sama położyłam się na wciąż nieposłanym łóżku i zadzwoniłam do Alex.
             - Gdzie Ty jesteś? – Zapytałam przeciągając się na łóżku.
             - Zaraz będę w hotelu. – Odpowiedziała zdyszana.
             - Dobra, to ja czekam – Położyłam telefon na półce tuż przy łóżku i twarz wbiłam w  poduszkę.

Wspominałam spacer z Magnusem i miałam ochotę sama sobie rozbić głowę o ścianę za to, że po pierwsze nie wzięłam od niego numeru, a po drugie, że powiedziałam mu o związku z Harrim. Nie powinnam mu mówić o tym jak między nami było. Nie przy pierwszym spotkaniu.

**************************************************************************************************

Tyle na dzisiaj :D Mam nadzieję, że się spodobało? :) Wiecie, że komentarze są mile widziane? :) No! :D Za literówki, albo jakieś bezsensowne zdania przepraszam, ale jak jest się chorym to tak wychodzi :c Do następnego :) ♥

sobota, 30 listopada 2013

I

To był jeden z cudowniejszych dni mojego życia, jeden z tych, który zapamiętam do końca, oraz ten, który będę z uśmiechem na ustach wspominała. Tak, to taki dzień.
Piękny, piątkowy poranek. Leżałam w hotelowym łóżku, starałam się przebudzić, ale mimo moich starań, oczy raz po raz mi się zamykały. Podróż z Karpacza do Klingenthal okazała się bardzo męcząca. Próbowałam przezwyciężyć swoje zmęczenie i wstać na równe nogi, jednak bezskutecznie. Zaczęłam leniwie przeciągać się na łóżku, a po chwili usłyszałam otwierające się do mojego pokoju drzwi. Nie musiałam otwierać oczu, by wiedzieć, że to moja przyjaciółka Alex.
                         - Ej, śpisz? – Zapytała szeptem.
                         - Nie, oglądam powieki od środka. – Odparłam i po ostatnim przeciągnięciu, popatrzyłam na nią. – Czego chcesz?
                         - Wstawaj, nudzi mi się. – Wymamrotała i w brutalny sposób zerwała ze mnie kołdrę.
                         - To idź pobiegać. – Syknęłam i w ostatniej chwili złapałam jeden z końców tego, czym byłam przykryta.
                         - No weź wstań.
                         - Daj mi choć jeden sensowny powód.
                         - Pójdziemy wyrywać skoczków i inne dupeczki. – Odpowiedziała podekscytowana.
                         - Ta, będziemy wyrywać jak kibole krzesełka. – Odparłam chamsko i odwróciłam się do niej plecami. – Idź sobie.
                         - Zapomnij! – Krzyknęła i z impetem rzuciła się na łóżko. – Weź mi poranka nie psuj. Dzisiaj są kwalifikacje, jest ładna pogoda, możemy pospacerować, porobić zdjęcia, powygłupiać się. Jest tyle możliwości, a Ty chcesz zmarnować sobie poranek leżąc w łóżku?
                         - Tak. – Odpowiedziałam stanowczo, bez żadnego namysłu.
                         - Rób jak chcesz, ja idę na basen.
Basen? Alex wiedziała jak postawić mnie na nogi. Pływanie było moją pasją, w wodzie spędzałam mnóstwo czasu. Trochę się zdziwiłam, bo Alex widziała jak mój brat się topi.
Wyczołgałam się spod kołdry, którą następnie zrzuciłam z łóżka. Pobudzona przez propozycję przyjaciółki ruszyłam  stronę łazienki, zabierając ze sobą strój kąpielowy i gumkę do włosów. Oczywiście Alex poszła ze mną.
                         - Ciekawe kto tam będzie? – Zapytała i oparła się o niewysoką półeczkę.
                         - Zapewne osoby, które chcę popływać.
                         - Dobrze wiesz o czym mówię.
Tak, wiedziałam i to aż za dobrze.
Alex była typem dziewczyny, która śliniła się na widok napakowanych do granic możliwości typów, którzy zamiast mózgów mieli mięśnie, więc plaże, baseny i siłownie były jej ulubionymi miejscami. Ja jako jej przyjaciółka, towarzyszyła jej w tych wypadach i korzystałam na tym, nie marnowałam, czasu na wpatrywanie się mięśniaków, lecz aktywne spędzanie czasu. Czasami ciężko mi było pogodzić wypady z nią, które traktowałam jak rehabilitację po wypadku motocyklowym, pasję jaką był motocross, żużel i skoki narciarskie, oraz pracę, jako korepetytor i tłumacz z języków angielskiego, słoweńskiego, norweskiego i fińskiego. Nauka języków obcych przychodziła mi bez problemów, ale było to kosztem mojej dyskalkulii.
Stałam przy umywalce w samych dresowych spodniach i staniku, które były moją piżamą i czesałam długie, ciemnoczerwone włosy , które następnie związałam w wysoki kucyk. Kiedy Alex wyszła z łazienki, mogłam w spokoju założyć swój czarny, jednoczęściowy strój. Czarny materiał idealnie dopasował się do mojego ciała, dość wyzywający, głęboki dekolt uwydatnił mój obfity biust, a ozdobna kokardka dotykała odkrytej skóry u dołu pleców. Przed wyjściem przemyłam twarz zimną wodą, by nie wyglądać jak zombie i poszłam do części sypialnianej. Alex gdy mnie zobaczyła, zrobiła wielkie oczy i jak stała, tak usiadła. Czasami dziwnie się czułam w jej towarzystwie, bo była ona orientacji biseksualnej, czasami zapominała się, ale mimo to była jedną z najważniejszych osób w moim życiu.
                         - Ja pierdziele jak Ty bosko wyglądasz! – Podjarała się i podrapała po udzie w dość seksowny sposób.
                         - Dzięki. – Odpowiedziałam i wskoczyłam w czarne leginsy, oraz T-shirt  z napisem „Loki’s Army” oczywiście tego samego koloru.
                         - Oj, będziesz miała branie.
                         - Ta. – Odparłam i zapięłam białe buty za kostkę. – Poczekaj, znajdę jeszcze bluzę, kurtkę i jakiś ręcznik.
                         - Dobra, to ja pójdę po swoją torbę.
                         - Przyjdź tutaj, okej?
                         - Spoczko. – Uśmiechnęła się i zostawiła mnie samą. Miałam chwilkę by ogarnąć najpotrzebniejsze rzeczy.
W łazience znalazłam gruby, błękitny ręcznik, do torby wrzuciłam jeszcze tusz do rzęs i balsam do ciała. Wpadłam jeszcze do sypialni i w tym samym momencie zadzwonił mój telefon. Piosenka „Up In The Air” rozbrzmiała w całym pokoju, ale przerwałam zanim Jared rozpoczął swój wokalny popis.
                         - Tak mamuś? – Powitałam ją czule.
                         - Cześć Carmi, co tam słychać? Dotarłyście już do Klingenthal? W ogóle to dlaczego nie zadzwoniłaś? – Zasypała mnie na dzień dobry gradem pytań.
                         - Tak, dotarłyśmy całe i zdrowe, a nie zadzwoniłam, bo późno przyjechałyśmy do hotelu i byłam już zmęczona i nie miałam siły na nic. – Odpowiedziałam i pokazałam Alex, która właśnie weszła, żeby dała mi chwilę. Dziewczyna usiadła obok mnie i zaczęła bawić moim kucykiem. – Właśnie mamy zamiar iść na basen.
                         - Błagam Cię uważajcie na siebie. – Powiedziała opanowanym tonem. – Nie chcę, żeby coś Ci się stało.
                         - Mamuś, piorun w pokrzywy nie strzela. – Uspokoiłam mamę i uśmiechnęłam się do przyjaciółki.
                         - Ja wiem, że Ty nie dasz sobie zrobić krzywdy, wiem, że jesteś dzielna, ale wiedz, że się martwię.
                         - No mamo spokojnie nie musisz się obawiać. Idziemy na basen, gdzie będzie mnóstwo ratowników, więc jestem bezpieczna.
                         - No dobrze, nie będę Wam przeszkadzała. Trzymaj się, miłej zabawy. A i pozdrów Alex.
                         - Dobrze. Papa, kocham Cię. – Pożegnała mnie.
                         - Ja Ciebie też. Pa. – Rozłączyłam się i popatrzyłam na Alex. – Idziemy?
                         - Yup. – Wstała z nieposłanego łóżka i ruszyła w stronę drzwi. – Mama dzwoniła?
                         - Tak, pytała dlaczego nie zadzwoniłam i kazała Cię pozdrowić. – Zarzuciłam torbę na ramię i wyciągnęłam klucz z kieszeni.
W wąskim korytarzu, którym szłyśmy, nie słychać było żadnych głosów. Jakbyśmy były tam same, niczym w horrorze. Dopiero gdy wyszłyśmy do holu, budynek zaczął tętnić życiem. Kręciło się tam mnóstwo osób, w większości to byli nasi rodacy, bo co drugie słowo to było „kurwa”, „chuj” i „ja pierdole”. Uśmiechnęłam się i zaczęłam schodzić po ciemnobrązowych schodach. Czułam się niczym Rose z Titanic’a, bo w pewnym momencie kilka osób na nas popatrzyło. W sumie nie dziwiłam się, bo kolory naszych włosów, rude i czerwone, przyciągały spojrzenia. Alex pasował ten perfidnie rudy kolor, bo jak to mówią rude jest wredne i fałszywe, a ona akurat taka była, na szczęście nie w stosunku do mnie. Na jej szczęście.
Opuściłyśmy budynek, stanęłyśmy przy głównych drzwiach, by móc wziąć kilka głębokich wdechów górskiego powietrza. Było rześkie, wspaniale pobudzało do dalszego funkcjonowania. Pogoda była nawet ładna, niebo było lekko zachmurzone, gdzie nie gdzie zza chmur przebijały się promienie listopadowego słońca, delikatnie powiewał wiatr, a do szczęścia brakowało mi jedynie białego, puchatego śniegu. Alex pędziła przede mną, miała opuszczoną głowę, podpuszczała mnie, bym podeszła bliżej niej, ale zachowałam odpowiednią odległość. Podczas naszego spaceru rozglądałam się dookoła, bo wczoraj nie miałam zbyt wielkiej okazji przyjrzeć się po okolicy, a była ona naprawdę malownicza. Hotel otoczony był niewielkim laskiem świerkowym, a zza czubów drzew widać było skocznię, na której miała się  odbyć inauguracja sezonu. Budynek był w jasnym, piaskowym kolorze. Okna w  każdym z pomieszczeń były białe i na każdym z nich znajdowały się wielkie zasłony skutecznie blokujące dostęp światła do pokoju o poranku. Ja akurat uwielbiałam gdy budziło mnie poranne słońce.
Po dosyć krótkiej przechadzce z hotelu na pobliski basen, Alex zatrzymała się przy samych drzwiach, położyła dłoń na klamce, odwróciła w moją stronę i spojrzała w moją stronę swoimi brązowymi wielkimi oczami. Nie wiedziałam  o co jej chodzi, a gdy stanęłam obok niej , ta jakby podniecona, szarpnęła mnie za kurtkę i praktycznie wepchnęła do środka.
                         - O co Ci stara chodzi? – Zapytałam rozkojarzona i podeszłam do kasy.
                         - Dziewczyno, Austriacy za nami szli! – Prawie wykrzyczała mi do ucha i popatrzyła na blond kasjerkę. W jej oku momentalnie pojawił się taki specyficzny błysk.
                         - No i co, że szli? – Zapytałam i podałam kobiecie kartę kredytową, by zapłacić za wstęp.
                         - To, że. – Ponownie popatrzyła na otwierające się drzwi. – Jezu, oni tu idą.
                         - Ogarnij się, bo Ci jajniki eksplodują! – Upomniałam Alex, podczas gdy ta wgapiała się w Austriackich skoczków. – Chodź, bo mi zaraz kurtkę oślinisz.
Kasjerka, rozumiejąc moje słowa, zaśmiała się pod nosem i zajęła obsługą Austriackiej drużyny.
Weszłyśmy do niewielkiej, jasnej szatni, ogarnęłyśmy najpotrzebniejsze rzeczy. Alex przebrała się w błękitny, dwuczęściowy komplet, rozczesała rude włosy i opuściłyśmy pomieszczenie. Alex oczywiście przybrała pozycję obserwatora, usiadła na jasnych kafelkach, włożyła nogi do wody, a ja bez chwili namysłu dałam nura do chlorowanej wody, która miała idealną temperaturę.
                         - Cóż za syrena. – Zażartowała moja przyjaciółka, spojrzała na mnie i zza włosów popatrzyła na zbliżających się Austriaków. – Stara to Schlierenzauer.
                         - No i co? – Zapytałam i podpłynęłam do niej.
                         - Tam jest Kraft. – Powiedziała i kiwnęła głową w stronę teamu.
                         - No i?
                         - Jezu nic. – Burknęła i dłonią zarzuciła włosy na ramię, jednak po chwili jej obrażona mina, zmieniła się w uśmiech, ukazujący rząd równych, jednak przebarwionych od papierosów zębów.
Delikatnie położyłam się na wodzie, starałam się zrelaksować, ale po chwili coś, a raczej ktoś zakłócił mój odpoczynek gwałtownym skokiem do wody. Fale były na tyle intensywne, że straciłam równowagę i musiałam wrócić do normalnej pozycji, a kiedy odwróciłam się w stronę, z której poczułam ruch, dostałam po oczach chlorowaną wodą. Przecierałam oczy, a jak przez mgłę widziałam, że ktoś do mnie podpływa.
                         - Przepraszam za kolegę. To idiota. – Usłyszałam czyiś miły głos. – Wszystko w porządku?
                         - Tak, okej. A co do przyjaciół-idiotów to sama co nieco wiem. – Uśmiechnęłam się do znajomego mi chłopaka. – Jestem Carmen.


*****************************************************************************************************************

CZEŚĆ!! XD Jako, że zaczyna się zimowy sezon, zaczyna się też u mnie zimowa wena :D Tym razem moje opowiadanie będzie TYLKO I WYŁĄCZNIE O SKOKACH! :D Mam nadzieję, że Wam się spodoba :) Od razu mówię - Skoro poświęciliście kilka chwil czytając te wypociny, to poświęćcie 5 dodatkowych minut na komentarz. No to tyle na dziś :) Do następnego :) :*