To był jeden z cudowniejszych dni
mojego życia, jeden z tych, który zapamiętam do końca, oraz ten, który będę z
uśmiechem na ustach wspominała. Tak, to taki dzień.
Piękny, piątkowy poranek. Leżałam
w hotelowym łóżku, starałam się przebudzić, ale mimo moich starań, oczy raz po
raz mi się zamykały. Podróż z Karpacza do Klingenthal okazała się bardzo
męcząca. Próbowałam przezwyciężyć swoje zmęczenie i wstać na równe nogi, jednak
bezskutecznie. Zaczęłam leniwie przeciągać się na łóżku, a po chwili usłyszałam
otwierające się do mojego pokoju drzwi. Nie musiałam otwierać oczu, by
wiedzieć, że to moja przyjaciółka Alex.
-
Ej, śpisz? – Zapytała szeptem.
-
Nie, oglądam powieki od środka. – Odparłam i po ostatnim przeciągnięciu,
popatrzyłam na nią. – Czego chcesz?
-
Wstawaj, nudzi mi się. – Wymamrotała i w brutalny sposób zerwała ze mnie
kołdrę.
-
To idź pobiegać. – Syknęłam i w ostatniej chwili złapałam jeden z końców tego,
czym byłam przykryta.
-
No weź wstań.
-
Daj mi choć jeden sensowny powód.
-
Pójdziemy wyrywać skoczków i inne dupeczki. – Odpowiedziała podekscytowana.
-
Ta, będziemy wyrywać jak kibole krzesełka. – Odparłam chamsko i odwróciłam się
do niej plecami. – Idź sobie.
-
Zapomnij! – Krzyknęła i z impetem rzuciła się na łóżko. – Weź mi poranka nie
psuj. Dzisiaj są kwalifikacje, jest ładna pogoda, możemy pospacerować, porobić
zdjęcia, powygłupiać się. Jest tyle możliwości, a Ty chcesz zmarnować sobie poranek
leżąc w łóżku?
-
Tak. – Odpowiedziałam stanowczo, bez żadnego namysłu.
-
Rób jak chcesz, ja idę na basen.
Basen? Alex wiedziała jak postawić mnie na nogi. Pływanie
było moją pasją, w wodzie spędzałam mnóstwo czasu. Trochę się zdziwiłam, bo
Alex widziała jak mój brat się topi.
Wyczołgałam się spod kołdry,
którą następnie zrzuciłam z łóżka. Pobudzona przez propozycję przyjaciółki
ruszyłam stronę łazienki, zabierając ze
sobą strój kąpielowy i gumkę do włosów. Oczywiście Alex poszła ze mną.
-
Ciekawe kto tam będzie? – Zapytała i oparła się o niewysoką półeczkę.
-
Zapewne osoby, które chcę popływać.
-
Dobrze wiesz o czym mówię.
Tak, wiedziałam i to aż za dobrze.
Alex była typem dziewczyny, która
śliniła się na widok napakowanych do granic możliwości typów, którzy zamiast
mózgów mieli mięśnie, więc plaże, baseny i siłownie były jej ulubionymi
miejscami. Ja jako jej przyjaciółka, towarzyszyła jej w tych wypadach i
korzystałam na tym, nie marnowałam, czasu na wpatrywanie się mięśniaków, lecz
aktywne spędzanie czasu. Czasami ciężko mi było pogodzić wypady z nią, które
traktowałam jak rehabilitację po wypadku motocyklowym, pasję jaką był
motocross, żużel i skoki narciarskie, oraz pracę, jako korepetytor i tłumacz z
języków angielskiego, słoweńskiego, norweskiego i fińskiego. Nauka języków
obcych przychodziła mi bez problemów, ale było to kosztem mojej dyskalkulii.
Stałam przy umywalce w samych
dresowych spodniach i staniku, które były moją piżamą i czesałam długie, ciemnoczerwone
włosy , które następnie związałam w wysoki kucyk. Kiedy Alex wyszła z łazienki,
mogłam w spokoju założyć swój czarny, jednoczęściowy strój. Czarny materiał
idealnie dopasował się do mojego ciała, dość wyzywający, głęboki dekolt
uwydatnił mój obfity biust, a ozdobna kokardka dotykała odkrytej skóry u dołu
pleców. Przed wyjściem przemyłam twarz zimną wodą, by nie wyglądać jak zombie i
poszłam do części sypialnianej. Alex gdy mnie zobaczyła, zrobiła wielkie oczy i
jak stała, tak usiadła. Czasami dziwnie się czułam w jej towarzystwie, bo była
ona orientacji biseksualnej, czasami zapominała się, ale mimo to była jedną z
najważniejszych osób w moim życiu.
-
Ja pierdziele jak Ty bosko wyglądasz! – Podjarała się i podrapała po udzie w
dość seksowny sposób.
-
Dzięki. – Odpowiedziałam i wskoczyłam w czarne leginsy, oraz T-shirt z napisem „Loki’s Army” oczywiście tego
samego koloru.
-
Oj, będziesz miała branie.
-
Ta. – Odparłam i zapięłam białe buty za kostkę. – Poczekaj, znajdę jeszcze
bluzę, kurtkę i jakiś ręcznik.
-
Dobra, to ja pójdę po swoją torbę.
-
Przyjdź tutaj, okej?
-
Spoczko. – Uśmiechnęła się i zostawiła mnie samą. Miałam chwilkę by ogarnąć
najpotrzebniejsze rzeczy.
W łazience znalazłam gruby,
błękitny ręcznik, do torby wrzuciłam jeszcze tusz do rzęs i balsam do ciała.
Wpadłam jeszcze do sypialni i w tym samym momencie zadzwonił mój telefon.
Piosenka „Up In The Air” rozbrzmiała w całym pokoju, ale przerwałam zanim Jared
rozpoczął swój wokalny popis.
-
Tak mamuś? – Powitałam ją czule.
-
Cześć Carmi, co tam słychać? Dotarłyście już do Klingenthal? W ogóle to
dlaczego nie zadzwoniłaś? – Zasypała mnie na dzień dobry gradem pytań.
-
Tak, dotarłyśmy całe i zdrowe, a nie zadzwoniłam, bo późno przyjechałyśmy do
hotelu i byłam już zmęczona i nie miałam siły na nic. – Odpowiedziałam i
pokazałam Alex, która właśnie weszła, żeby dała mi chwilę. Dziewczyna usiadła
obok mnie i zaczęła bawić moim kucykiem. – Właśnie mamy zamiar iść na basen.
-
Błagam Cię uważajcie na siebie. – Powiedziała opanowanym tonem. – Nie chcę,
żeby coś Ci się stało.
-
Mamuś, piorun w pokrzywy nie strzela. – Uspokoiłam mamę i uśmiechnęłam się do
przyjaciółki.
-
Ja wiem, że Ty nie dasz sobie zrobić krzywdy, wiem, że jesteś dzielna, ale
wiedz, że się martwię.
-
No mamo spokojnie nie musisz się obawiać. Idziemy na basen, gdzie będzie
mnóstwo ratowników, więc jestem bezpieczna.
-
No dobrze, nie będę Wam przeszkadzała. Trzymaj się, miłej zabawy. A i pozdrów
Alex.
-
Dobrze. Papa, kocham Cię. – Pożegnała mnie.
-
Ja Ciebie też. Pa. – Rozłączyłam się i popatrzyłam na Alex. – Idziemy?
-
Yup. – Wstała z nieposłanego łóżka i ruszyła w stronę drzwi. – Mama dzwoniła?
-
Tak, pytała dlaczego nie zadzwoniłam i kazała Cię pozdrowić. – Zarzuciłam torbę
na ramię i wyciągnęłam klucz z kieszeni.
W wąskim korytarzu, którym
szłyśmy, nie słychać było żadnych głosów. Jakbyśmy były tam same, niczym w
horrorze. Dopiero gdy wyszłyśmy do holu, budynek zaczął tętnić życiem. Kręciło
się tam mnóstwo osób, w większości to byli nasi rodacy, bo co drugie słowo to
było „kurwa”, „chuj” i „ja pierdole”. Uśmiechnęłam się i zaczęłam schodzić po
ciemnobrązowych schodach. Czułam się niczym Rose z Titanic’a, bo w pewnym
momencie kilka osób na nas popatrzyło. W sumie nie dziwiłam się, bo kolory
naszych włosów, rude i czerwone, przyciągały spojrzenia. Alex pasował ten
perfidnie rudy kolor, bo jak to mówią rude jest wredne i fałszywe, a ona akurat
taka była, na szczęście nie w stosunku do mnie. Na jej szczęście.
Opuściłyśmy budynek, stanęłyśmy
przy głównych drzwiach, by móc wziąć kilka głębokich wdechów górskiego
powietrza. Było rześkie, wspaniale pobudzało do dalszego funkcjonowania. Pogoda
była nawet ładna, niebo było lekko zachmurzone, gdzie nie gdzie zza chmur
przebijały się promienie listopadowego słońca, delikatnie powiewał wiatr, a do
szczęścia brakowało mi jedynie białego, puchatego śniegu. Alex pędziła przede
mną, miała opuszczoną głowę, podpuszczała mnie, bym podeszła bliżej niej, ale
zachowałam odpowiednią odległość. Podczas naszego spaceru rozglądałam się
dookoła, bo wczoraj nie miałam zbyt wielkiej okazji przyjrzeć się po okolicy, a
była ona naprawdę malownicza. Hotel otoczony był niewielkim laskiem świerkowym,
a zza czubów drzew widać było skocznię, na której miała się odbyć inauguracja sezonu. Budynek był w
jasnym, piaskowym kolorze. Okna w każdym
z pomieszczeń były białe i na każdym z nich znajdowały się wielkie zasłony
skutecznie blokujące dostęp światła do pokoju o poranku. Ja akurat uwielbiałam
gdy budziło mnie poranne słońce.
Po dosyć krótkiej przechadzce z
hotelu na pobliski basen, Alex zatrzymała się przy samych drzwiach, położyła
dłoń na klamce, odwróciła w moją stronę i spojrzała w moją stronę swoimi
brązowymi wielkimi oczami. Nie wiedziałam
o co jej chodzi, a gdy stanęłam obok niej , ta jakby podniecona,
szarpnęła mnie za kurtkę i praktycznie wepchnęła do środka.
-
O co Ci stara chodzi? – Zapytałam rozkojarzona i podeszłam do kasy.
-
Dziewczyno, Austriacy za nami szli! – Prawie wykrzyczała mi do ucha i
popatrzyła na blond kasjerkę. W jej oku momentalnie pojawił się taki
specyficzny błysk.
-
No i co, że szli? – Zapytałam i podałam kobiecie kartę kredytową, by zapłacić
za wstęp.
-
To, że. – Ponownie popatrzyła na otwierające się drzwi. – Jezu, oni tu idą.
-
Ogarnij się, bo Ci jajniki eksplodują! – Upomniałam Alex, podczas gdy ta
wgapiała się w Austriackich skoczków. – Chodź, bo mi zaraz kurtkę oślinisz.
Kasjerka, rozumiejąc moje słowa, zaśmiała się pod nosem i
zajęła obsługą Austriackiej drużyny.
Weszłyśmy do niewielkiej, jasnej
szatni, ogarnęłyśmy najpotrzebniejsze rzeczy. Alex przebrała się w błękitny,
dwuczęściowy komplet, rozczesała rude włosy i opuściłyśmy pomieszczenie. Alex
oczywiście przybrała pozycję obserwatora, usiadła na jasnych kafelkach, włożyła
nogi do wody, a ja bez chwili namysłu dałam nura do chlorowanej wody, która
miała idealną temperaturę.
-
Cóż za syrena. – Zażartowała moja przyjaciółka, spojrzała na mnie i zza włosów
popatrzyła na zbliżających się Austriaków. – Stara to Schlierenzauer.
-
No i co? – Zapytałam i podpłynęłam do niej.
-
Tam jest Kraft. – Powiedziała i kiwnęła głową w stronę teamu.
-
No i?
-
Jezu nic. – Burknęła i dłonią zarzuciła włosy na ramię, jednak po chwili jej
obrażona mina, zmieniła się w uśmiech, ukazujący rząd równych, jednak
przebarwionych od papierosów zębów.
Delikatnie położyłam się na
wodzie, starałam się zrelaksować, ale po chwili coś, a raczej ktoś zakłócił mój
odpoczynek gwałtownym skokiem do wody. Fale były na tyle intensywne, że
straciłam równowagę i musiałam wrócić do normalnej pozycji, a kiedy odwróciłam
się w stronę, z której poczułam ruch, dostałam po oczach chlorowaną wodą.
Przecierałam oczy, a jak przez mgłę widziałam, że ktoś do mnie podpływa.
-
Przepraszam za kolegę. To idiota. – Usłyszałam czyiś miły głos. – Wszystko w
porządku?
-
Tak, okej. A co do przyjaciół-idiotów to sama co nieco wiem. – Uśmiechnęłam się
do znajomego mi chłopaka. – Jestem Carmen.
*****************************************************************************************************************
CZEŚĆ!! XD Jako, że zaczyna się zimowy sezon, zaczyna się też u mnie zimowa wena :D Tym razem moje opowiadanie będzie TYLKO I WYŁĄCZNIE O SKOKACH! :D Mam nadzieję, że Wam się spodoba :) Od razu mówię - Skoro poświęciliście kilka chwil czytając te wypociny, to poświęćcie 5 dodatkowych minut na komentarz. No to tyle na dziś :) Do następnego :) :*
