czwartek, 5 grudnia 2013

II

           - Magnus. – Uśmiechnął się miło.
No tak! Magnus Brevig. Nie spodziewałam się takiego spotkania, ale cóż. Norweg miło na mnie spojrzał i odwrócił w stronę reszty teamu, która oczywiście reagowała jakimiś dziwnymi okrzykami.
                - Debile. – Burknął pod nosem. – Jeszcze raz Cię za nich, a właściwie za Rune przepraszam.
                - Nic się nie stało. – Uspokajałam chłopaka, który brał na siebie winę, za wariactwo kumpla.
                - Na pewno?
                - Na sto procent. – Uśmiechnęłam się delikatnie.
                - A może dałabyś się zaprosić później na kawę, czy coś? – Zapytał w miarę cicho, by reszta nie usłyszała.
                - W sumie miałam z przyjaciółką iść gdzieś na jakąś imprezę, ale mogę to odwołać.
                - Nie, nic nie odwołuj. Po prostu umówimy się kiedy indziej.
                - No dobrze. – Popatrzyłam na chłopaka i zauważyłam, że Hilde za nim będący, pokazuje palcami serduszko, więc automatycznie zachichotałam. – Tomowi chyba humor dopisuje.
                - Nie zwracaj na niego uwagi. – Odpowiedział trochę zawstydzony. Aż miałam ochotę zrobić głośne „awwww”.
                - Na Toma nie da się nie zwracać uwagi.
                - Racja, jest specyficzną osobą. – Zaśmiał się i podpłynął do brzegu basenu, by następnie z niego wyjść.  – Wychodzisz? – Zapytał i podał mi dłoń.
                - No dobra. – Odparłam i chwyciłam jego silną dłoń.
Chłopak pomógł mi wyjść z wody i nie wiedziałam dlaczego, straciłam równowagę i prawie ponownie wpadłam do wody, ale Magnus w ostatniej chwili mnie chwycił i z uśmiechem triumfatora popatrzył mi w oczy.
                - Uratowałem Ci życie. – Powiedział dumnie, lecz mnie nie puścił.
                - Oh mój Ty wybawco! Jak ja Ci się odwdzięczę za ocalenie mojego życia? – Zapytałam teatralnym tonem, po czym zaśmiałam się głośno.
                - Tym, że się ze mną umówisz. – Drążył wciąż temat.
                - A Ty dalej swoje. – Zażartowałam. – Jak będę miała czas to wtedy. – Odparłam i uwolniłam się z jego uścisku.
                -Carmen, ale przecież nie mamy na wieczór planów. – Powiedziała Alex, koło której, niczym krążownik pływał Fannemel.
Popatrzyłam na nią zabójczym wzrokiem i miałam ochotę udusić za to co powiedziała, ale wolałam się już nie odzywać i nie pogarszać swojej sytuacji. Jedynie popatrzyłam na stojącego naprzeciw mnie Magnusa i poczułam jak  moje policzki pokrywają rumieńce
                - No dobra, teraz już się muszę się z Tobą umówić. – Burknęłam i chwyciłam czerwonego, przemoczonego kucyka.
                - Czyli wyszło na moje. – Powiedział zadowolony. – To może pójdziemy teraz? Później treningi, kwalifikacje i podejrzewam, że jakoś nie będziemy mieli czasu, żeby się spotkać czy coś.
                - No. – Specjalnie ociągałam się z odpowiedzią. – Dobra, to chodźmy. – Zgodziłam się. I podeszłam do przyjaciółki. – Alex, ja lecę.
                - Udanej randki życzę. – Szepnęła wrednie i pocałowała mnie w policzek.
                - Spierdalaj, bo to Twoja wina.
                - Moja? – Zapytała jakby totalnie zaskoczona tym, że obarczam ją swego rodzaju winą.
                - Po co się odzywałaś?
                - Jeszcze mi podziękujesz. – Klapnęła mnie w tyłek, kiedy odwróciłam się w stronę Magnusa.
                - Ała, chcesz w ryj? – Syknęłam do przyjaciółki i złapałam się za poszkodowany pośladek.
Alex uśmiechnęła się, a ja trochę wkurzona opuściłam pływalnie wraz z asystentem trenera Norweskich skoczków.
Ogarnęłam się w zawrotnym tempie i sama nie wiedziałam dlaczego. Przecież nie spieszyłam się na cholernie ważną randkę, lecz „karną” kawę. Szybko zarzuciłam na siebie ciuchy, przemoczony strój przebrałam na czystą i suchą bieliznę, pomalowałam rzęsy i wysuszyłam włosy, które po rozczesaniu puściłam luzem, a czerwone końcówki sięgały mi  do końca żeber. Wyszłam z pomieszczenia, a w niewielkim holu, koło recepcji czekał na mnie Norweg z uśmiechem od ucha do ucha.
         - Idziemy? – Zapytał i zgiął łokieć, tak, bym mogła wziąć go pod ramię.
         - Jasne. – Zrobiłam to, co chciał i wyszliśmy z budynku.
         - Nie chcę, żebyś pomyślała, że w jakiś sposób Cię podrywam, czy coś. To jest po prostu przyjacielska kawa. – Zaczął się od razu tłumaczyć.
         - No dobrze, przecież ja nic nie mówię. – Mruknęłam i zmrużyłam oczy, gdy tylko jasne promienie słońca spotkały się w moim wzrokiem.
         - W ogóle fajnie, że się zgodziłaś.
         - Nie miałam szczerze mówiąc wyjścia, skoro przyjaciółka mnie wkopała.
         - A jak ona ma na imię?
         - Alex.
         - Ładna jest. – Stwierdził. – Chyba spodobała się Fannisowi.
         - Dlaczego tak uważasz? – Zapytałam, o mało co nie wybuchając przy tym śmiechem.
         - Zaraz jak weszliśmy, to Anders od razu wypalił z tekstem i teraz pozwól, że zacytuję „ta ruda jest niezła”.  – Powiedział z uśmiechem i przyciągnął mnie do siebie. – Uważaj, weszłabyś w latarnię.
         - Znowu mi życie uratowałeś. – Uśmiechnęłam się. – Chociaż nie, tym razem uratowałeś mnie przed kompletną kompromitacją.
         - Na to wychodzi. – Potwierdził moje słowa. – Ładna pogoda dzisiaj, co nie?
         - Tak, ale za mocno wieje. Coś czuję, że nieciekawie na kwalifikacjach będzie. Poza tym, wyciągnąłeś mnie, żeby ze mną o pogodzie gadać?
         - Temat dobry, jak każdy inny. – Odparł. – A tak serio to o czym chcesz pogadać?
         - Opowiedz coś o sobie. – Zatrzymałam się przy jednej z ławek, a następnie na niej usiadłam. – Zostańmy tutaj.
         - Okej. – Zgodził się i usiadł obok mnie. – A co chcesz wiedzieć?
         - Wszystko. – Zaśmiałam się i opuściłam głowę, wbijając wzrok w białe buty. – A tak na poważnie, to masz kogoś?
         - Szczerze? – Zapytał tak jakby samego siebie. – Sam nie wiem.
         - Jak to nie wiesz?
         - Niby mam dziewczynę od kilku lat, ale coraz częściej zastanawiam się nad rozstaniem.
         - Nie układa Wam się?
         - Już nie. – Odpowiedział krótko, lecz po chwili nabrał powietrza do płuc, co zapowiadało dłuższą odpowiedź. – Kiedyś było inaczej. Mieliśmy dla siebie mnóstwo czasu, ale od kiedy ona zaczęła pracować jako stewardessa, non stop się mijamy. Chciałbym się już w miarę ustatkować, ale po prostu nie widzę szans. Jak ona jest w domu, to ja z chłopakami jestem na treningu, albo na wyjeździe, a jak ja jestem w domu, to ona wyjeżdża. Kocham ją, ale to jest cholernie bez sensu. – Po tych słowach schował twarz w dłoniach.
         - Rozmawiałeś z nią o tym? – Zapytałam przyciszonym tonem.
         - Tak i to nie raz, ale za każdym razem ona wybucha płaczem i na tym się kończy rozmowa.
         - Wiesz co będzie najlepszym rozwiązaniem? Po prostu powiedzieć jej, że to koniec. Bez względu na to, jak bardzo by płakała, po prostu to olej. Wiem, że to łatwe nie będzie, ale ona po czasie sama dojdzie, że było warto. To jest kobieta. Popłacze, popłacze i jej przejdzie, uwierz mi. – Położyłam dłoń na tyle głowy chłopaka, delikatnie przeciągając dłonią po czarnych i miękkich włosach.
         - Tak myślisz?
         - Oczywiście. Mimo, że sama nie mam zbyt wielkiego doświadczenia w związkach, to jestem pewna, że tak będzie. – Pocieszyłam go, przynajmniej miałam takie intencje.
         - A dlaczego sama nie masz doświadczenia?
         - Niezbyt miło wspominam mój poprzedni związek. – Odpowiedziałam zawstydzona.
         - Co się stało? – Zapytał, jakby lekko zmartwiony moją odpowiedzią i zachowaniem.
         - Mój poprzedni chłopak… - Zawiesiłam głos by wziąć głęboki oddech. -  Bił mnie. – Powiedziałam po chwili, przywołując do siebie te przykre wspomnienia.. – Był o mnie chorobliwie zazdrosny, groził mi, że jeśli komuś powiem to mnie zabije. Męczyłam się z nim przez prawie rok. Któregoś dnia, kiedy znów mnie pobił. – Zawiesiłam głos. – Mój przyjaciel go prawie zabił. – Wyrzuciłam z siebie te trudne dla mnie słowa. – Zrozum, on mnie bronił. – Spojrzałam na niego i poczułam jak zbiera mi się na płacz. – Do tej pory jego matka mnie obwinia za to wszystko. Jedynie jego siostra wierzy, że on był w stanie mnie skatować, bo nie raz była świadkiem jak mnie szarpał, albo bił. Do tej pory, kiedy zamykam oczy, widzę go nad sobą, z zaciśniętą pięścią. Czasami boję się zasnąć, bo po prostu się boję, że on przyjdzie, chociaż dobrze wiem, że nie zrobi tego, że jestem już bezpieczna. – Mówiłam pół szeptem, co jakiś czas ścierając z twarzy stróżki łez. – Policja nic mu nie zrobiła, ale za to mój przyjaciel jest w pierdlu. Od tamtej pory jestem sama. On był moją w sumie pierwszą tak wielką miłością. Szkoda tylko, że okazał się takim skurwielem. – Dokończyłam i uniosłam twarz w stronę słońca.
Magnus się nie odzywał. Chyba nie tego się spodziewał. W sumie, gdybym od kogoś praktycznie obcego usłyszała taką opowieść, też za bardzo nie wiedziałabym co robić.
Popatrzyłam na Norwega i zanim cokolwiek zdążyłam powiedzieć, on jakby znał mnie od dawien dawna, zakleszczył w mocnym uścisku. Pierwszy raz od długiego czasu, po pierwsze byłam sam na sam z chłopakiem, a po drugie, pierwszy raz od tamtych przykrych wydarzeń, jakikolwiek chłopak tak po prostu mnie przytulił. Zapewne w Magnusie wzbudziłam jakąś litość, bo przecież nie codziennie na swojej drodze spotyka osoby z tak podłą przeszłością jak moja. Było mi za to wstyd, mimo, że nie była to moja wina. Przecież nie stawałam przed moim byłym i mówiłam „Hej kochanie, jak miło Cię widzieć. Wiesz co, pokaż mi jak bardzo mnie kochasz i pobij mnie do nieprzytomności tak, jak tylko Ty to potrafisz”. Kiedy Magnus mnie puścił, otarł dłonią moje policzki i spojrzał swoimi błękitnymi oczami w moje.
         - Jak dobrze, że to już koniec, prawda?
         - Tak. –Odparłam cicho. – Szczerze to nie powinnam Ci o tym mówić tak na pierwszym spotkaniu.
         - Jakbyś mi teraz nie powiedziała, to zapewne nigdy bym się nie dowiedział.
         - Zapewne nie, bo to nie jest rzecz, którą mogę lub powinnam się chwalić.
         - Ale Ty mi się wcale nie pochwaliłaś. Ja naszedłem na ten temat i po prostu mi o tym powiedziałaś.
         - Tylko proszę, nie mów o tym nikomu.
         - Nie ma sprawy. – Uśmiechnął się do mnie i oparł o drewniane oparcie. – Niech już przestanie wiać.
         - Właśnie, bo chcę obejrzeć w spokoju kwalifikacje i jutrzejszy konkurs.
         - I jeszcze niedzielny. – Zauważył.
         - Dokładnie.
         - Tak właściwie, to czym jeszcze prócz skoków się interesujesz? – Zapytał i usiadł bokiem do mnie.
         - Motocrossem…
         - Jeździsz? – Przerwał mi bardzo zaskoczony.
         - Tak, ale niedawno miałam wypadek i przechodzę rehabilitację.
         - Coś poważnego? – Jego twarz i głos przybrały poważny ton.
         - Nie. – Odparłam i popatrzyłam na niego ukradkiem. Cholera jaki on był przystojny.
         - To dobrze. – Odetchnął z ulgą. – Dobra, co jeszcze?
         - Nauka języków obcych. Po prostu to kocham. Udzielam korepetycji z angielskiego, fińskiego, słoweńskiego i norweskiego. – Ten ostatni język wymieniłam w ojczystym języku Magnusa.
         - Kurde dużo tego. – Uśmiechnął się szeroko i od tamtej pory nasza rozmowa odbywała się po norwesku.
         - Ale to nie jest tak, że jestem byłam orłem w nauce. Wręcz przeciwnie. Mam dyskalkulię, czyli nie umiem liczyć. – Powiedziałam i zaśmiałam się pod nosem.
         - Serio?
         - Tak. W szkole zazwyczaj miałam ułatwienie, ale mimo to, że mam papierek na to, to czasami czuję się jak jakiś debil. – Mruknęłam i uśmiechnęłam się, ale niezbyt zadowolona.
         - Ale za to masz inne talenty.
         - Nauka języków obcych to nie żaden talent.
         - Ale za to skutecznie potrafisz zawrócić w głowie.
Nie ukrywam, że to było miłe. Dawno z ust mężczyzny nie słyszałam komplementu. Zazwyczaj tylko się na mnie gapili, albo mieli jakieś głupie uwagi na mój temat. Delikatnie uniosłam głowę i popatrzyłam w jego stronę. Kiwnęłam głową na znak podziękowania i wyciągnęłam telefon by sprawdzić godzinę. Cholera! Było już po 12. Nie wiedzieć kiedy, czas z Magnusem tak szybko mi minął. Tak to jest, jak się znajdzie odpowiednią osobę.
                - A tak poza tym to jak długo się skokami interesujesz? – Zapytał chłopak i wstał z ławki, żeby rozprostować kości.
                - Chyba 4 lata.
                - No nawet długo. – Uśmiechnął się.
                - Ta. – Skwitowałam krótko.
                - A co Ty na to, żebyśmy pojechali na kwalifikacje razem? - Zaproponował i błagalnie na mnie spojrzał.
                - Nie, jadę z Alex. W końcu przyjechałyśmy tu razem, więc z nią idę. – Odmówiłam Norwegowi, który jakby posmutniał.
                - No okej, rozumiem.
Wstałam z ławki i ruszyłam w stronę hotelu. Oczywiście Magnus szedł ze mną. Wcześniej rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, a podczas drogi nie wymieniliśmy ani słowa. To było dziwne. Może skończyły nam się tematy? Nie, to nie możliwe.
Wracałam z Norwegiem inną drogą niż tą, którą szłam z Alex parę godzin wcześniej. W sumie zastanawiałam się, co ta małpa robi? Czułam po kościach, że teraz siedzi z jakimś chłopakiem i umawia się na drinka. Cała ona. Ja za to spędziłam przyjemne przedpołudnie z Magnusem, który chyba stracił zapał do rozmowy. Stawiał kroki w całkowitej ciszy, jakby go nagle nie było. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego. Czy go uraziłam? Czy może powiedziałam coś nie tak? A może to przez to, że odmówiłam pójścia z nim na skocznię? Ale czy aż tak by go to uraziło?
         - Magnus, co się stało?
         - Nic. – Odpowiedział z udawanym uśmiechem i kopnął leżący kamień.
         - Nie kłam.
         - Po prostu zastanawiam się, jak z nią porozmawiać.
         - Tak, jak rozmawiałeś ze mną. Uwierz mi, że to będzie najlepsze rozwiązanie.
         - Dzięki. – Powiedział półszeptem i popatrzył na mnie. – Masz coś we włosach. – Zatrzymał się i stanął przy mnie, by wyciągnąć kilka liści z moich włosów.
Magnus na mnie nie patrzył, ale ja na niego już tak.
Nie wyglądał na typowego Norwega. Fakt, miał błękitne oczy, ale jego ciemna cera i czarne włosy odbiegały na przykład od wyglądu Atle, który był blondynem o jasnych oczach i cerze. W sumie Bardal wyglądał tak samo. Tak się kończyły mieszanki rasowe, ale mimo wszystko był przystojny.
         - Już. – Uśmiechnął się i zrobił parę kroków w tył.
         - Dziękuję. – Zaczesałam dłonią włosy na bok. – Dalej już pójdę sama. 
         - Na pewno?
         - Tak. Dziękuję za spacer.
         - Mam nadzieję, że się zobaczymy nie długo.
         - Ja również.
         - Do zobaczenia. – Pożegnał mnie i przytulił.
         - Do zobaczenia. – Odpowiedziałam i pocałowałam go w zimny policzek.
Pocałowałam go w policzek? Boże tak! Tak, pocałowałam go w policzek! Dlaczego? Sama nie wiem. Może chciałam być miła, albo coś. Sama nie wiedziałam.
Rozstaliśmy się w pobliżu hotelu. On poszedł w swoją stronę, a ja w swoją. Szłam spokojną uliczką, otaczały mnie drzewa. Jak parę godzin wstecz, było bardzo cicho i spokojnie. Co jakiś czas mijała mnie osoba uprawiająca jogging.  Na domiar złego tak się zamyśliłam, że nie zauważyłam, że ktoś z naprzeciw nadbiega. Jak w mur uderzyłam w czyjeś ciało. Spojrzałam w górę i na wysokości moich oczu zobaczyłam dwa błękitne ślepka.
         - Przepraszam, nie zauważyłem Cię. – Odezwał się chłopak, mniej więcej mojego wzrostu.
         - Nic się nie stało. To ja się zamyśliłam. – Przeprosiłam i ruszyłam w swoją stronę.
Chłopak się pozbierał i pobiegł dalej. Odwróciłam się by spojrzeć na chłopaka, a ten zrobił ten sam ruch w tym samym czasie. Uśmiechnęliśmy się do siebie. Skądś tą twarz znałam.
Znalazłam się w jasnym i ciepłym pokoju. Potrzebowałam ogrzania, bo nieźle zmarzłam podczas spaceru u Magnusem. Rzuciłam torbę koło szafy, wyciągnęłam wilgotny strój, który rozwiesiłam na grzejniku, a sama położyłam się na wciąż nieposłanym łóżku i zadzwoniłam do Alex.
             - Gdzie Ty jesteś? – Zapytałam przeciągając się na łóżku.
             - Zaraz będę w hotelu. – Odpowiedziała zdyszana.
             - Dobra, to ja czekam – Położyłam telefon na półce tuż przy łóżku i twarz wbiłam w  poduszkę.

Wspominałam spacer z Magnusem i miałam ochotę sama sobie rozbić głowę o ścianę za to, że po pierwsze nie wzięłam od niego numeru, a po drugie, że powiedziałam mu o związku z Harrim. Nie powinnam mu mówić o tym jak między nami było. Nie przy pierwszym spotkaniu.

**************************************************************************************************

Tyle na dzisiaj :D Mam nadzieję, że się spodobało? :) Wiecie, że komentarze są mile widziane? :) No! :D Za literówki, albo jakieś bezsensowne zdania przepraszam, ale jak jest się chorym to tak wychodzi :c Do następnego :) ♥

4 komentarze:

  1. Witaj :)
    Przywiało mnie z tt. Byłam, przeczytałam i zostawiam ślad :) Fajne, świeże opowiadanie, niecierpliwie czekam na dalszy ciąg. Łączę się z Tobą w bólu, bo sama też jestem chora i wiem jakie bzdury można napisać w takim stanie, jednak tutaj niczego nie wyłapałam :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaa jakie fajne :) Sporo wrażeń jak na jeden dzień. Fajnie, że tyle się dzieje już od początku;>

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej... Aż się wzruszyłam i wkurzyłam jednocześnie jak opowiadała o tym swoim byłym, co ją bił. Sama bym dziada zabiła XD Co do reszty to jest dobrze, zero błędów, hehe :*
    Wyszłam z wprawy w pisaniu komentarzy :o
    Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń