niedziela, 15 grudnia 2013

III

Mijała chwila za chwilą, a Alex wciąż nie było. Zaczęłam się martwić, bo miała być zaraz po moim telefonie. Nie powiem, martwiłam się, bo ona była roztrzepana i w każdej chwili mogło coś się stać, a wtedy bym ze strachu umarła. Przekręciłam się na plecy i patrzyłam w sufit. Nie słyszałam nic prócz głosów dochodzących z zewnątrz. Chyba przyjechała większa rodzina z dziećmi. Modliłam się, żeby nie mieli pokoju obok mnie, bo po prostu bym nie wytrzymała. Byłam typem dziewczyny, która nie znosiła dzieci. Postanowiłam sobie nigdy nie zajść w ciążę. Nie dałabym sobie rady, nawet jeśli mama czy Alex mówiłyby, że damy radę.
         - Jestem! – Krzyknęła na znak powrotu moja przyjaciółka, wyrywając mnie przy tym z rozmyślań.
         - Nareszcie! Gdzieś Ty była?
         - A najpierw z Fannisem na gorącą czekoladę poszłam, a później z Fettnerem na spacer i mnie tu odprowadził. Boże dziewczyno, jaram się! On jest taki uroczy i w ogóle ma tunele, ma taki cudowny głos, o matko! – Krzyknęła podekscytowana i z impetem rzuciła się na moje łóżko. – A jak tam z Magnusem?
         - Dobrze. Fajny z niego facet, fajnie nam się gadało i w ogóle. – Popatrzyłam na rozmarzoną przyjaciółkę i doszłam do wniosku, że dalsza rozmowa z nią nie ma najmniejszego sensu. – Nie wyganiam Cię, ale idź. Muszę się jeszcze trochę przespać przed kwalifikacjami.
         - No dobra. O której Cię obudzić?
         - O 17. – Odpowiedziałam i otworzyłam jej drzwi.
         - To do zobaczenia. – Powiedziała i wybiegła z pokoju tak niefortunnie, że potknęła się  własne nogi i upadła na podłogę. – Ja pierdole!
         - Alex co się stało? – Kucnęłam przy niej, jednak mimo przykrej dla niej sytuacji śmiałam się jak nawiedzona hiena.
         - Chyba skręciłam kostkę. Nie mogę nią ruszyć.
         - Świetnie! Świetnie, po prostu świetnie. – Wstałam szybko od niej. – Lecę po pomoc.
Zostawiłam przyjaciółkę przy moich drzwiach, a sama pobiegłam do holu, by zawołać pomoc. Dwóch niemieckich boyów hotelowych ze mną poszło, a mężczyzna w recepcji zadzwonił po karetkę.
Weszliśmy na moje piętro, a Alex wciąż z grymasem bólu trzymała się za kostkę. Zdążyła tylko zdjąć kurtkę, bo na nic innego z pewnością nie miała siły. Popatrzyła na mnie ze łzami w oczach i poprosiła, żebym wzięła jej rzeczy, podczas kiedy dwóch mężczyzn pomagało jej się podnieść i zejść po schodach do przytulnego holu, gdzie mieliśmy zaczekać na pogotowie. Usiadłam obok dziewczyny, a ta popatrzyła na mnie z żalem i smutkiem jednocześnie.
         - Przepraszam, że zjebałam nam wyjazd. – Wściekła się na samą siebie.
         - Alex daj spokój! Nie mów tak. – Pocieszałam ją.
         - No ale miałyśmy na kwali pójść razem i w ogóle miałyśmy się świetnie bawić, a tu taka lipa. Jak mi to w jakiś gips wsadzą to mnie poniesie.
         - Uważaj, bo Ci gips dadzą. – Wyśmiałam ją głośno.
         - Jedź na skocznię sama.
         - Chyba nie lałaś! Jak to gwiazdor Błaszczykowski powiedział? „Bez Ciebie nie idę”.
         - Carmi, ale nie możesz przeze mnie rezygnować ze skoków. Jak nie pojedziesz to nawet się do mnie nie odzywaj.
         - Czy to szantaż? – Zapytałam zaskoczona.
         - Tak, to jest szantaż. – Syknęła niczym jedna z najbardziej jadowitych żmij.
         - Dobra, już dobra, ale wiesz że bez Ciebie nie będzie to samo?
         - Oj dasz radę. – Złapała mnie za rękę. – Poza tym może Magnusa spotkasz?
         - Już mam dość jego obecności na dziś.
         - Czemu?
         - Bo tak. – Odparłam. – Bardzo Cię boli?
         - No trochę.
         - Trochę bardzo?
         - Ta.
         - Pogotowie przyjechało. – Powiedział jeden z chłopców. Muszę przyznać, że jak na Niemca był bardzo atrakcyjny.
         - Dobra, dam sobie radę sama. – Powiedziała Alex i zawinęła na szyi czarny szalik.
         - Jadę z Tobą.
         - Nie! Carmi Ty idziesz na kwalifikacje. – Powstrzymywała mnie przyjaciółka. – Jakbyś mogła to daj mi tylko portfel, a torebkę zabierz do pokoju. – Poprosiła i podała mi czarną, skórzaną torbę listonoszkę.
         - Dobra, ale masz do mnie zadzwonić jak już będziesz wszystko wiedziała, rozumiesz?
         - Tak, rozumiem. – Powiedziała i pokazała nogę ratownikowi. – Dzięki, że tak się przejmujesz.
         - No kurde, przecież jesteś moją przyjaciółką. – Pocałowałam ją w czoło.
         - Zabieramy Panią do szpitala. Musimy zrobić prześwietlenie i zobaczymy co dalej. – Powiedział ratownik i pomógł Alex wstać.
         - Dobra, jedź już. Ale masz mi dać znać. – Przypomniałam jej i podtrzymałam, by mogła złapać równowagę.
         - Jezu, zachowujesz się jak moja mama. Wyluzuj.
         - Martwię się, ogarnij to. – Syknęłam do rudej.
         - Już dobra. Dam Ci znać.
Odprowadziłam przyjaciółkę wzrokiem i poszłam do swojego pokoju. Gdybym faktycznie nie poszła na skocznię, a ta by się o tym dowiedziała, to zrobiłaby mi niezłą wojnę.
Stałam na środku pokoju i zastanawiałam się co dalej. Zostałam sama, moja przyjaciółka trafiła do szpitala, więc na zawody byłam zmuszona iść sama. Miałam jeszcze sporo czasu do treningów, więc postanowiłam się trochę przespać, by nie paść ze zmęczenia choć wiedziałam, że sen tak łatwo mi nie przyjdzie. Zbyt wiele rzeczy się wydarzyło.
Tak jak podejrzewałam. Nie udało mi się zmrużyć oka choć na chwilę, za to wybrałam się na treningi. Stałam bardzo blisko miejsca dla lidera i ławek na których stały ich rzeczy. W pobliżu nich, niczym ochroniarze stali członkowie ekip z różnych krajów, między innymi Szwajcarzy, Włosi i Rosjanie. Kibiców było jak na lekarstwo. Jedynie miejscami były dwu-trzy osobowe grupki, a o grupach większych to można było pomarzyć. Na skoczni panowała okropna cisza, co było dosyć denerwujące. Jedyny dźwięk jaki było słychać, to szum dosyć mocno wiejącego, bocznego wiatru, który z pewnością był jednym z głównych problemów w oddawaniu w miarę przyzwoitych i bezpiecznych skoków.
W słuchawkach, nie za głośno leciała moja ulubiona piosenka przy której zawsze przenosiłam się w inny świat. Tak, to była Lana Del Rey i jej „Lucky Ones”. Wsłuchana w tekst piosenki zdecydowałam się porobić zdjęcia, bo przecież po to wzięłam ze sobą aparat. Skierowałam obiektyw ku buli, by wyczuć odpowiedni moment. Gdy tylko się taki nadarzył, gdy jeden z zawodników akurat znalazł się w idealnym miejscu nacisnęłam odpowiedni przycisk i uchwyciłam idealny moment przejścia w drugą fazę lotu skoczka. To było najlepsze zdjęcie jakie kiedykolwiek wykonałam. Tak bardzo podjarałam się tym zdjęciem, że nie zwróciłam uwagi na to, że przy mnie stał „model” z mojej fotografii.
         - Do kwalifikacji jeszcze dużo czasu, chce Ci się tutaj tak stać? – Usłyszałam czyjś roześmiany głos.
         - Tak, przynajmniej porobię zdjęcia. – Odpowiedziałam i popatrzyłam na mojego rozmówcę. – Nie to, żeby coś, ale jesteś na moim zdjęciu. – Pokazałam Kraftowi zdjęcie wykonane przeze mnie parę minut temu.
         - Podoba mi się i to bardzo. – Uśmiechnął się. – Jak chcesz mogę być Twoim modelem przez cały dzień.
         - Będę to miała na uwadze. – Zachichotałam pod nosem. – Uśmiech! – Powiedziałam i skierowałam obiektyw w jego stronę.
Stefan uśmiechnął się na tyle uroczo, że patrząc w obiektyw uśmiechałam się jak skończona idiotka.
Po zrobionym zdjęciu, pokazałam mu je, co skwitował narzekaniem na swoją twarz, ale skarciłam go za takie negatywne słowa i poprosiłam o autograf i wspólne zdjęcie. Oczywiście swoją osobą oszpeciłam to zdjęcie, ale najważniejsze były dla mnie autograf i ta chwilowa rozmowa z Austriakiem.
         - Tak w ogóle to jak masz na imię? – Zapytał chłopak i już ubrany w ciepłe ciuchy oparł się o barierkę, która nas dzieliła.
         - Carmen.
         - Ładna dziewczyna o ładnym imieniu. Czego chcieć więcej? – Skomplementował moją osobę, patrząc mi przy tym głęboko w oczy.
         - Dziękuję, to miłe. – Odpowiedziałam, starając się nie zachować jak fangirl.
         - Miałabyś może czas po zawodach?
         - W sumie to nie wiem, bo moja koleżanka trafiła godzinę temu do szpitala, ale jeśli napisze mi, że wszystko jest okej, to czemu nie. – Nie wiedzieć czemu zgodziłam się.
         - Co jej się stało?
         - Wywróciła się wychodząc z mojego pokoju i ma kostkę uszkodzoną, dlatego jestem tutaj sama.
         - Ej, jeśli chcesz to mogę Cię zabrać ze sobą na górę. Poznasz kilka osób i w ogóle.
         - Nie, wolę zostać tu. – Odmówiłam. – Ale dziękuję, za propozycję.
         - Nie ma sprawy. – Posłał mi uśmiech i zarzucił narty na ramię. – Ja już muszę lecieć.  Jak by co, to zapisałem Ci tam na kartce numer. Jakbyś chciała się spotkać albo pogadać to jestem pod telefonem. Do zobaczenia.
         - Z pewnością skorzystam. – Kiwnęłam głową i popatrzyłam na uśmiechniętego Krafta.
Nie spodziewałam się takiego spotkania, dłuższej rozmowy z jakimkolwiek zawodnikiem. To było fantastyczne przeżycie, którym usiałam się podzielić z Alex. Przyjaciółka jednak nie mogła odebrać, co było dla mnie zrozumiałe.
Mijały kolejne nudne godziny. Z każdą z nich, wiatr coraz bardziej dawał się w znaki. To nie było zbyt pocieszające i pozytywne, zwłaszcza, że na skocznię przybywało coraz więcej osób chcących obejrzeć długie skoki. Robiło się coraz chłodniej i ciemniej. Obok mnie stanęła grupka chłopców w mniej więcej moim wieku. Mimo, że na uszach miałam słuchawki, to słyszałam Polskie teksty dotyczące złej pogody. Kochałam ten stan, gdy Polacy zjawiali się w zagranicznych miejscach i bezpardonowo używali naszego ojczystego języka. Uśmiechnęłam się do nich i wróciłam do fotografowania obiektu narciarskiego. Spiker właśnie przekazał, że kwalifikacje zostają odwołane i jutro do konkursu przystąpi pełna stawka. Dobrze, że ta decyzja została podjęta, zanim chłopcy zostali narażeni na niebezpieczeństwo. Nie pozostawało mi nic innego jak wrócić do hotelu.
Weszłam do pokoju, rzuciłam niewielką torebkę na fotel, a sama, nawet się nie rozbierając, padłam na łóżko niczym rzucone przez mordercę zwłoki. Mimo, że w pomieszczeniu było bardzo ciepły to drżałam jakbym miała padaczkę. Nie było mi zimno, więc to może było spowodowane spotkaniem Stefana? Nie byłam do końca tego pewna, ale mimo wszystko to było wspaniałe uczucie. Cieszyłam się tak samo jak po spotkaniu z Magnusem, którego dzisiaj widziałam. Dziwne było to, że rozpoznał mnie, bardzo dobrze wiedział, że to ja, lecz kompletnie nie zareagował Nawet głupiego „cześć” albo „pocałuj mnie w dupę” nie usłyszałam. Nie miałam zamiaru się nim przejmować.
W końcu, po dość długim leżakowaniu postanowiłam w końcu zdjąć z siebie ciepłe ciuchy. Kurtka, buty i czapka poszły do szafy, wyszukałam tam też błękitną bluzkę i ciemne jeansy i tak przygotowana poszłam do łazienki, by wziąć długi i ciepły prysznic, bo bardzo tego potrzebowałam. Długie stanie pod skocznią nie było najlepszym pomysłem, zwłaszcza, że od kilku dni łapało mnie przeziębienie. Stojąc pod ciepłą taflą wody zastanawiałam się czy zadzwonić do Stefana. W końcu nie codziennie dostawałam numery skoczków narciarskich. Pomyślałam, że to może mi nawet wyjść na dobre. Moją głowę przepełniały myśli o Magnusie i tym jak mnie zignorował kilka godzin wcześniej.
Po szybkim prysznicu, wtarłam w ciało kokosowy balsam i założyłam przygotowane ubrania, które o dziwo były na mnie za duże. Szybko wysuszyłam włosy po czym związałam w niechlujny wysoki kok, pomalowałam delikatnie oczy i poszłam szukać telefonu. Wyciągnęłam go z kieszeni kurtki i zobaczyłam sms od Alex. „ Jutro z samego rana mnie wypuszczają! :D Mam skręconą kostkę, ale da się żyć. Sama dotrę do hotelu, soł nie będziesz musiała się zrywać :3”. Ucieszyłam się, że Alex w końcu do mnie dołączy, w końcu przyjechałam tu z nią. Odpisałam na jej sms i jeszcze przez chwilę zastanawiałam się, czy zadzwonić do Krafta czy też nie. Miałam wątpliwości, ale nie ma ryzyka nie ma zabawy. W torebce znalazłam notesik, w którym był autograf i numer skoczka, wystukałam numer na dotykowej klawiaturze i wybrałam opcję „łącz”.
         - Tak, słucham? – Usłyszałam po drugiej stronie głos Stefana.
         - Cześć, tu Carmen.
         - O hej. Fajnie, że dzwonisz. – W jego głosie ewidentnie słychać było uciechę. – Co u Ciebie?
         - Wiesz co, właśnie zastanawiałam się, czy może miałbyś ochotę na spacer, albo coś takiego? – Zaproponowałam trochę zdenerwowana.
         - Czemu nie. – Zgodził się bez żadnego „ale”. – Spotkajmy się może pod skocznią, chyba że masz za daleko, albo nie chce Ci się wychodzić. – Zaśmiał się Austriak.
         - Dobra, to za 10 minut pod skocznią. – Ucieszyłam się i rozłączyłam, po czym w trybie now wybrałam numer Alex. – Jezu dziewczyno umówiłam  się z Kraftem.
         - Co Ty powiedziałaś? – Zapytała mega zaskoczona przyjaciółka. – Przecież mówiłaś, że…
         - Wiem co mówiłam, ale…
         - Jak to się w ogóle stało?
         - Sama nie wiem. Rozmawialiśmy chwilę po treningach, dał mi autograf i swój numer i zadzwoniłam, po prostu.
         - A na spotkanie z Magnusem tak się nie cieszyłaś.
         - Nie mówmy o Magnusie, dobrze? – Poprosiłam i starałam się zapiąć buta.
         - Coś się stało?
         - Tak. Widziałam go dzisiaj, uśmiechnęłam do niego, a ten po prostu odwrócił wzrok.
         - Serio? – Zdziwiła się po drugiej stronie moja przyjaciółka. – Może Cię nie poznał?
         - Tak, moich czerwonych kudłów na pewno nie rozpoznał. – Zapięłam zamek w kurtce i dość nieporadnie założyłam komin (taki szalik, jakby ktoś nie wiedział :D) na szyję. – Dobra, kończę, bo się spóźnię.
         - Jak kocha to poczeka. – Zażartowała dziewczyna. – Gdzie się umówiliście?
         - Przed głównym wejściem na skocznię. – Odpowiedziałam i zamknęłam drzwi na klucz, po czym ruszyłam w stronę holu.
         - E to daleko nie masz.
         - Na szczęście nie, ale wiesz, i tak nie chcę się spóźnić. W ogóle jak tam z Fannemelem?
         - A jak ma być?
         - Zapomniałam, przecież ty w Fettnerze zakochana jesteś.
         - A tam w Fettnerze! Freund to ostatnio obiekt moich westchnień.
         - No tak, te jego ząbki. – Zaśmiałam się. – Ale Ty tak na serio? Alex, ja już za Tobą nie nadążam.
         - Spadaj. – Syknęła trochę wściekle. – Mam nadzieję, że do mojej mamy nie dzwoniłaś?
         - A po co? – Pchnęłam duże drzwi i znalazłam się na podwórzu, gdzie właśnie zaczynał padać gęsty śnieg.
         - No że w szpitalu jestem.
         - Przecież jesteś dorosła, a poza tym sama powinnaś to zrobić. – Założyłam na głowę kaptur i skierowałam swoje kroki w stronę obiektu narciarskiego.
         - Wiem, ale nie chcę jej martwić. Wiesz, że z jej sercem nie jest najlepiej.
         - Wiem, wiem. – Mruknęłam. – Ziom jak kończę, odezwę się później.
         - No okej, udanej randki ze Stefciem. – Zażartowała przyjaciółka. – Do jutra.
         - Do jutra, papa. – Rozłączyłam się i przyspieszyłam kroku.
Śnieg zaczął sypać coraz intensywniej, co sprawiło, że na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
Dotarłam na miejsce. Z daleka widziałam, że Stefan tam czeka. Moje serce bardzo się ucieszyło, choć nie traktowałam tego spotkania jako randki. Podeszłam bliżej, a Kraft obdarzył mnie swoim uśmiechem numer 5.
         - Cześć, miło jest Cię znowu zobaczyć. – Powitał mnie i pocałował na powitanie w policzek, co oczywiście odwzajemniłam.
         - Też się cieszę. – Zdjęłam z głowy kaptur. – Dzięki, że się zgodziłeś na wyjście.
         - Spacer dobrze mi zrobi. – Odpowiedział. – Idziemy gdzieś posiedzieć, czy połazimy po okolicy?
         - Szczerze, to wolałabym gdzieś posiedzieć, jest trochę za zimno na spacer.
         - Jestem tego samego zdania. – Zgodził się ze mną i ruszyliśmy w stroną pobliskiej knajpki.
W czasie drogi rozmawialiśmy o dzisiejszych treningach i niedoszłych kwalifikacjach. On sam najechał na ten temat, jednak ja nie narzekałam, bo mogłam się wykazać swoją wiedzą na ten temat. Stefan bardzo uważnie słuchał tego co mówiłam. Nie byłam skrępowana czy coś. Przecież miałam ku temu powód, bo rozmawiałam z kimś, kto ma trochę większe pojęcie o tym sporcie niż ja.  Kiedy dotarliśmy na miejsce, obydwoje ucichliśmy, a po przekroczeniu progu budynku poczuliśmy przyjemne ciepło.
Ciemne ściany, na których zawieszone były kinkiety dawały trochę przyciemnione światło, przez duże okna widać było piękną okolice i padający śnieg, który stopniowo ukrywał pod sobą resztkę zieleni. Na parapetach, w niewielkich doniczkach poustawiane były pachnące fiołki alpejskie i świeczki zapachowe na przemian. Zajęliśmy jeden z najdalej ustawionych stolików. Przechodząc przez pomieszczenie dostrzegłam Norweskich zawodników, którzy byli w szampańskich nastrojach. Spojrzałam na Magnusa, który uważnie nas obserwował. Z jego oczu ciskały się małe błyskawice, które chyba miały mi dać do zrozumienia, że niezbyt jest zachwycony moim towarzyszem.
Zdjęłam kurtkę, którą następnie zabrał ode mnie Stefan i powiesił na pięknym drewnianym wieszaku, a następnie odsunął mi krzesło. Uśmiechnęłam się i popatrzyłam na chłopaka, który usiadł naprzeciw mnie. Na szczęście to ja siedziałam tyłem do Norwegów, więc nie musiałam się przejmować ich przenikliwymi spojrzeniami.
         - Co zamawiamy? - Zapytał Austriak, gdy podeszła do nas kelnerka.
         - Dla mnie zieloną herbatę. – Odpowiedziałam i położyłam telefon na stoliku.
         - Do koleżanki zieloną herbatę, a dla mnie wodę z cytryną. – Złożył zamówienie, oczywiście w swoim ojczystym języku i wrócił do rozmowy ze mną. – Jak Twoja przyjaciółka się czuje?
         - A dobrze, jutro rano wychodzi. – Odpowiedziałam. – Wiesz, że widziałam Cię dzisiaj na basenach?
         - Serio? – Zdziwił się.
         - Tak.
         - To jak to się stało, że ja Cię nie widziałem? – Zapytał smutno. – A może dlatego, że byłaś otoczona Norwegami.
         - Wcale nie byłam.  Broniłam się.
         - Dobra, nie ważne. – Uspokoił mnie uśmiechem. – Opowiedz coś o sobie.
         - To zależy co chcesz wiedzieć.
Popatrzyliśmy na siebie i tak rozpoczęła się nasza rozmowa.
Opowiedzieliśmy sobie wszystko. Od zainteresowań, po sprawy rodzinne. Jedyną rzeczą jakiej mu nie powiedziałam to mój związek z Harrim. Nie chciałam popełnić tego samego błędu, który popełniłam przy spotkaniu z Magnusem. Nie chciałam już na samym początku znajomości wyskakiwać mu z takimi przykrymi sprawami. Nie chciałam, by patrzył na mnie jakoś litościwie.
Stefan okazał się być bardzo sympatycznym chłopakiem. Na początku nie mogłam się skupić na tym co mówił, bo jego angielski był niesamowicie uroczy. Jednak po chwili ogarnęłam się i skupiłam na rozmowie. Stefan ani razu nie wspomniał ani razu o skokach. Odpowiadał na moje pytania bardzo dokładnie, uważne mnie słuchał. Nasza rozmowa mijała nam w bardzo miłej atmosferze. Kiedy skończyliśmy, wyszliśmy z knajpki, ciągle się śmiejąc. Szliśmy spokojną uliczką, śnieg wciąż sypał, było bardzo przyjemnie, mimo wszystko coś mnie bardzo niepokoiło.
         - Stefan, mam wrażenie, że ktoś za nami idzie. – Podzieliłam się swoimi lękami z chłopakiem. Kraft odwrócił się na chwilę i delikatnie złapał mnie w pasie.
         - Ktoś za nami idzie, ale spokojnie. – Uśmiechnął się i szliśmy dalej.
Mimo, że nie powinnam pozwolić Stefanowi na taki gest, to w sumie poczułam się bezpiecznie.
Dotarliśmy ze Stefanem pod mój hotel i zatrzymaliśmy się przed szklanymi drzwiami. Po spędzonym dniu z Austriakiem padałam ze zmęczenia, ale mimo to nie dawałam tego po sobie poznać.
          - Dziękuję za dzisiejszy dzień. – Powiedziałam cicho i nieśmiało na niego spojrzałam.
         - To ja Ci powinienem podziękować. – Odpowiedział i złapał mnie delikatnie za zimna dłoń. Niby taki zwyczajny gest, ale wykonany w takiej sytuacji przyprawił mnie o przyspieszone bicie serca. – Muszę już iść.
         - No dobrze, mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
         - Obiecuję Ci to. – Podszedł do mnie o krok bliżej i złożył na ustach bardzo delikatny, pożegnalny pocałunek. To było tylko sekundowe zbliżenie, ale było w nim coś, czego nie dało opisać się słowami.
Stefan puścił moją dłoń, uśmiechnął się i otworzył mi drzwi, po czym wyruszył w swoją stronę.
Szłam spokojnie przez hol, kiedy nagle ktoś szarpnął mnie za ramię. Myślałam, że to Stefan zawrócił, by jak  w romantycznym filmie, po pierwszym spotkaniu  wziąć mnie w ramiona i pocałować namiętnie, jednak gdy się odwróciłam stanęłam twarzą w twarz z Magnusem. Zamurowało mnie.
         - Co Ty tu robisz? – Zapytałam zaskoczona jego obecnością.
         - Widziałem Cię z Kraftem. Najpierw na skoczni, a później w knajpie, bo byłem tam z chłopakami. Dla mnie czasu nie masz, a z nim to się szlajasz. – Naskoczył na mnie z wyrzutami Norweg.
         - Posłuchaj mnie uważnie. Znam Cię nie cały jeden dzień i co, może mam być z Tobą 12 na dobę? Może mi jeszcze powiesz, że jestem jakąś Twoją pieprzoną własnością? To, że spędziłam ze Stefanem dzisiejsze popołudnie to tylko. – Stuknęłam palcem w jego klatkę piersiową. – I wyłącznie moja sprawa.
         - Nie znałem Cię od tej strony. – Wyskoczył z tymi słowami jak do najlepszej przyjaciółki.
         - Ogarnij się! My się w ogóle nie znamy! – Wykrzyczałam mu w twarz i bez słowa skierowałam kroki w stronę swojego pokoju, jednak Magnus nie dawał za wygraną.
         - Ale jak na skoczni widziałaś mnie to ciężko Ci było powiedzieć „cześć” albo coś w tym stylu?
         - Ty sobie jaja robisz? Mam się za Tobą uganiać Mi tam nie wiadomo jak nie zależy na tej znajomości, ale jeśli Tobie tak, to dlaczego jak się do Ciebie uśmiechnęłam, tam na skoczni to po prostu odwróciłeś wzrok, więc możesz mnie pocałować w dupę! – Szarpnęłam za klamkę drzwi do mojego pokoju i trzasnęłam nimi za sobą i dla pewności jeszcze zamknęłam je na klucz.
Jeszcze przez kilka minut słyszałam głos Magnusa i dobijacie do drzwi, ale to zignorowałam.
Miałam nadzieję, że Magnus szybko stąd pójdzie. Zdjęłam kurtkę, rzuciłam na fotel buty zostawiłam koło drzwi i położyłam się na łóżko. Z uśmiechem wspominałam dzisiejszy dzień. Napisałam jeszcze Stefanowi sms z podziękowaniem za dzisiaj i po prostu zasnęłam.
*****************************************************************************************

No to tyle na dziś J Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale szkoła mi zabiera cały wolny czas :c
Jeeejku :c Oby Morgiemu nic się nie stało, bo normalnie mnie poniesie :c Nie jestem jakąś ogromną fanką, ale każdy upadek przeżywam tak samo :c
Wielkie gratulacje dla Kasaiego i Ammanna! J Szkoda, że Simi nie stanął na tym najwyższym stopniu podium, no ale cóż. Za Stochem nie przepadam, a wręcz go nie znoszą ( mam do tego prawo, więc bez hejtów!) więc zbytnie się nie cieszę, że wygrał.
Mam nadzieję, że komentarze się tu pojawią. Uwierzcie, że jest to bardzo motywujące, i mam nadzieję, że poświęcicie choć 5 minut na napisanie choć jednego słowa.
I przepraszam, że ta "akcja" z Kraftem jest taka bardzo naciągana i wgl :p

P.S. Chcę oglądać TAKIE obrazki
 a nie TAKIE :c

GET WELL SOON MORGI! ♥

2 komentarze:

  1. ŁOOOOO! Randka z Kraftem, grubo XD Ale Magnus jako ten "zły"?! to mnie zaskoczyłaś!
    i Alex hahahahahahahha!
    ej, niech ona wychodzi i razem idą na skoki, czuję, że będzie miazga XD
    hmmm... chyba nic mi nie przychodzi do głowy. komentarze zawsze mam z dupy, ale po tym upadku Morgiego, to już wgl porażka...
    Nic, życzę Ci weny i znalezienie czasu i dla szkoły i dla pisania :)
    ~ Natalia ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Co tu dużo pisać, bardzo mi się podoba!
    Dużo weny! :)

    OdpowiedzUsuń