Mijała chwila za chwilą, a Alex
wciąż nie było. Zaczęłam się martwić, bo miała być zaraz po moim telefonie. Nie
powiem, martwiłam się, bo ona była roztrzepana i w każdej chwili mogło coś się
stać, a wtedy bym ze strachu umarła. Przekręciłam się na plecy i patrzyłam w
sufit. Nie słyszałam nic prócz głosów dochodzących z zewnątrz. Chyba
przyjechała większa rodzina z dziećmi. Modliłam się, żeby nie mieli pokoju obok
mnie, bo po prostu bym nie wytrzymała. Byłam typem dziewczyny, która nie
znosiła dzieci. Postanowiłam sobie nigdy nie zajść w ciążę. Nie dałabym sobie
rady, nawet jeśli mama czy Alex mówiłyby, że damy radę.
-
Jestem! – Krzyknęła na znak powrotu moja przyjaciółka, wyrywając mnie przy tym
z rozmyślań.
-
Nareszcie! Gdzieś Ty była?
-
A najpierw z Fannisem na gorącą czekoladę poszłam, a później z Fettnerem na
spacer i mnie tu odprowadził. Boże dziewczyno, jaram się! On jest taki uroczy i
w ogóle ma tunele, ma taki cudowny głos, o matko! – Krzyknęła podekscytowana i
z impetem rzuciła się na moje łóżko. – A jak tam z Magnusem?
-
Dobrze. Fajny z niego facet, fajnie nam się gadało i w ogóle. – Popatrzyłam na
rozmarzoną przyjaciółkę i doszłam do wniosku, że dalsza rozmowa z nią nie ma
najmniejszego sensu. – Nie wyganiam Cię, ale idź. Muszę się jeszcze trochę
przespać przed kwalifikacjami.
-
No dobra. O której Cię obudzić?
-
O 17. – Odpowiedziałam i otworzyłam jej drzwi.
-
To do zobaczenia. – Powiedziała i wybiegła z pokoju tak niefortunnie, że
potknęła się własne nogi i upadła na podłogę.
– Ja pierdole!
-
Alex co się stało? – Kucnęłam przy niej, jednak mimo przykrej dla niej sytuacji
śmiałam się jak nawiedzona hiena.
-
Chyba skręciłam kostkę. Nie mogę nią ruszyć.
-
Świetnie! Świetnie, po prostu świetnie. – Wstałam szybko od niej. – Lecę po
pomoc.
Zostawiłam przyjaciółkę przy moich drzwiach, a sama
pobiegłam do holu, by zawołać pomoc. Dwóch niemieckich boyów hotelowych ze mną
poszło, a mężczyzna w recepcji zadzwonił po karetkę.
Weszliśmy na moje piętro, a Alex
wciąż z grymasem bólu trzymała się za kostkę. Zdążyła tylko zdjąć kurtkę, bo na
nic innego z pewnością nie miała siły. Popatrzyła na mnie ze łzami w oczach i
poprosiła, żebym wzięła jej rzeczy, podczas kiedy dwóch mężczyzn pomagało jej
się podnieść i zejść po schodach do przytulnego holu, gdzie mieliśmy zaczekać
na pogotowie. Usiadłam obok dziewczyny, a ta popatrzyła na mnie z żalem i
smutkiem jednocześnie.
-
Przepraszam, że zjebałam nam wyjazd. – Wściekła się na samą siebie.
-
Alex daj spokój! Nie mów tak. – Pocieszałam ją.
-
No ale miałyśmy na kwali pójść razem i w ogóle miałyśmy się świetnie bawić, a
tu taka lipa. Jak mi to w jakiś gips wsadzą to mnie poniesie.
-
Uważaj, bo Ci gips dadzą. – Wyśmiałam ją głośno.
-
Jedź na skocznię sama.
-
Chyba nie lałaś! Jak to gwiazdor Błaszczykowski powiedział? „Bez Ciebie nie
idę”.
-
Carmi, ale nie możesz przeze mnie rezygnować ze skoków. Jak nie pojedziesz to
nawet się do mnie nie odzywaj.
-
Czy to szantaż? – Zapytałam zaskoczona.
-
Tak, to jest szantaż. – Syknęła niczym jedna z najbardziej jadowitych żmij.
-
Dobra, już dobra, ale wiesz że bez Ciebie nie będzie to samo?
-
Oj dasz radę. – Złapała mnie za rękę. – Poza tym może Magnusa spotkasz?
-
Już mam dość jego obecności na dziś.
-
Czemu?
-
Bo tak. – Odparłam. – Bardzo Cię boli?
-
No trochę.
-
Trochę bardzo?
-
Ta.
-
Pogotowie przyjechało. – Powiedział jeden z chłopców. Muszę przyznać, że jak na
Niemca był bardzo atrakcyjny.
-
Dobra, dam sobie radę sama. – Powiedziała Alex i zawinęła na szyi czarny
szalik.
-
Jadę z Tobą.
-
Nie! Carmi Ty idziesz na kwalifikacje. – Powstrzymywała mnie przyjaciółka. –
Jakbyś mogła to daj mi tylko portfel, a torebkę zabierz do pokoju. – Poprosiła
i podała mi czarną, skórzaną torbę listonoszkę.
-
Dobra, ale masz do mnie zadzwonić jak już będziesz wszystko wiedziała,
rozumiesz?
-
Tak, rozumiem. – Powiedziała i pokazała nogę ratownikowi. – Dzięki, że tak się
przejmujesz.
-
No kurde, przecież jesteś moją przyjaciółką. – Pocałowałam ją w czoło.
-
Zabieramy Panią do szpitala. Musimy zrobić prześwietlenie i zobaczymy co dalej.
– Powiedział ratownik i pomógł Alex wstać.
-
Dobra, jedź już. Ale masz mi dać znać. – Przypomniałam jej i podtrzymałam, by
mogła złapać równowagę.
-
Jezu, zachowujesz się jak moja mama. Wyluzuj.
-
Martwię się, ogarnij to. – Syknęłam do rudej.
-
Już dobra. Dam Ci znać.
Odprowadziłam przyjaciółkę wzrokiem i poszłam do swojego
pokoju. Gdybym faktycznie nie poszła na skocznię, a ta by się o tym
dowiedziała, to zrobiłaby mi niezłą wojnę.
Stałam na środku pokoju i
zastanawiałam się co dalej. Zostałam sama, moja przyjaciółka trafiła do
szpitala, więc na zawody byłam zmuszona iść sama. Miałam jeszcze sporo czasu do
treningów, więc postanowiłam się trochę przespać, by nie paść ze zmęczenia choć
wiedziałam, że sen tak łatwo mi nie przyjdzie. Zbyt wiele rzeczy się wydarzyło.
Tak jak podejrzewałam. Nie udało
mi się zmrużyć oka choć na chwilę, za to wybrałam się na treningi. Stałam
bardzo blisko miejsca dla lidera i ławek na których stały ich rzeczy. W pobliżu
nich, niczym ochroniarze stali członkowie ekip z różnych krajów, między innymi
Szwajcarzy, Włosi i Rosjanie. Kibiców było jak na lekarstwo. Jedynie miejscami
były dwu-trzy osobowe grupki, a o grupach większych to można było pomarzyć. Na
skoczni panowała okropna cisza, co było dosyć denerwujące. Jedyny dźwięk jaki
było słychać, to szum dosyć mocno wiejącego, bocznego wiatru, który z pewnością
był jednym z głównych problemów w oddawaniu w miarę przyzwoitych i bezpiecznych
skoków.
W słuchawkach, nie za głośno
leciała moja ulubiona piosenka przy której zawsze przenosiłam się w inny świat.
Tak, to była Lana Del Rey i jej „Lucky Ones”. Wsłuchana w tekst piosenki
zdecydowałam się porobić zdjęcia, bo przecież po to wzięłam ze sobą aparat.
Skierowałam obiektyw ku buli, by wyczuć odpowiedni moment. Gdy tylko się taki
nadarzył, gdy jeden z zawodników akurat znalazł się w idealnym miejscu
nacisnęłam odpowiedni przycisk i uchwyciłam idealny moment przejścia w drugą
fazę lotu skoczka. To było najlepsze zdjęcie jakie kiedykolwiek wykonałam. Tak bardzo
podjarałam się tym zdjęciem, że nie zwróciłam uwagi na to, że przy mnie stał
„model” z mojej fotografii.
-
Do kwalifikacji jeszcze dużo czasu, chce Ci się tutaj tak stać? – Usłyszałam
czyjś roześmiany głos.
-
Tak, przynajmniej porobię zdjęcia. – Odpowiedziałam i popatrzyłam na mojego
rozmówcę. – Nie to, żeby coś, ale jesteś na moim zdjęciu. – Pokazałam Kraftowi
zdjęcie wykonane przeze mnie parę minut temu.
-
Podoba mi się i to bardzo. – Uśmiechnął się. – Jak chcesz mogę być Twoim
modelem przez cały dzień.
-
Będę to miała na uwadze. – Zachichotałam pod nosem. – Uśmiech! – Powiedziałam i
skierowałam obiektyw w jego stronę.
Stefan uśmiechnął się na tyle uroczo, że patrząc w obiektyw
uśmiechałam się jak skończona idiotka.
Po zrobionym zdjęciu, pokazałam
mu je, co skwitował narzekaniem na swoją twarz, ale skarciłam go za takie
negatywne słowa i poprosiłam o autograf i wspólne zdjęcie. Oczywiście swoją
osobą oszpeciłam to zdjęcie, ale najważniejsze były dla mnie autograf i ta
chwilowa rozmowa z Austriakiem.
-
Tak w ogóle to jak masz na imię? – Zapytał chłopak i już ubrany w ciepłe ciuchy
oparł się o barierkę, która nas dzieliła.
-
Carmen.
-
Ładna dziewczyna o ładnym imieniu. Czego chcieć więcej? – Skomplementował moją
osobę, patrząc mi przy tym głęboko w oczy.
-
Dziękuję, to miłe. – Odpowiedziałam, starając się nie zachować jak fangirl.
-
Miałabyś może czas po zawodach?
-
W sumie to nie wiem, bo moja koleżanka trafiła godzinę temu do szpitala, ale
jeśli napisze mi, że wszystko jest okej, to czemu nie. – Nie wiedzieć czemu
zgodziłam się.
-
Co jej się stało?
-
Wywróciła się wychodząc z mojego pokoju i ma kostkę uszkodzoną, dlatego jestem
tutaj sama.
-
Ej, jeśli chcesz to mogę Cię zabrać ze sobą na górę. Poznasz kilka osób i w
ogóle.
-
Nie, wolę zostać tu. – Odmówiłam. – Ale dziękuję, za propozycję.
-
Nie ma sprawy. – Posłał mi uśmiech i zarzucił narty na ramię. – Ja już muszę
lecieć. Jak by co, to zapisałem Ci tam
na kartce numer. Jakbyś chciała się spotkać albo pogadać to jestem pod
telefonem. Do zobaczenia.
-
Z pewnością skorzystam. – Kiwnęłam głową i popatrzyłam na uśmiechniętego
Krafta.
Nie spodziewałam się takiego spotkania, dłuższej rozmowy z
jakimkolwiek zawodnikiem. To było fantastyczne przeżycie, którym usiałam się
podzielić z Alex. Przyjaciółka jednak nie mogła odebrać, co było dla mnie
zrozumiałe.
Mijały kolejne nudne godziny. Z
każdą z nich, wiatr coraz bardziej dawał się w znaki. To nie było zbyt
pocieszające i pozytywne, zwłaszcza, że na skocznię przybywało coraz więcej
osób chcących obejrzeć długie skoki. Robiło się coraz chłodniej i ciemniej.
Obok mnie stanęła grupka chłopców w mniej więcej moim wieku. Mimo, że na uszach
miałam słuchawki, to słyszałam Polskie teksty dotyczące złej pogody. Kochałam
ten stan, gdy Polacy zjawiali się w zagranicznych miejscach i bezpardonowo
używali naszego ojczystego języka. Uśmiechnęłam się do nich i wróciłam do
fotografowania obiektu narciarskiego. Spiker właśnie przekazał, że kwalifikacje
zostają odwołane i jutro do konkursu przystąpi pełna stawka. Dobrze, że ta
decyzja została podjęta, zanim chłopcy zostali narażeni na niebezpieczeństwo.
Nie pozostawało mi nic innego jak wrócić do hotelu.
Weszłam do pokoju, rzuciłam
niewielką torebkę na fotel, a sama, nawet się nie rozbierając, padłam na łóżko
niczym rzucone przez mordercę zwłoki. Mimo, że w pomieszczeniu było bardzo
ciepły to drżałam jakbym miała padaczkę. Nie było mi zimno, więc to może było
spowodowane spotkaniem Stefana? Nie byłam do końca tego pewna, ale mimo
wszystko to było wspaniałe uczucie. Cieszyłam się tak samo jak po spotkaniu z
Magnusem, którego dzisiaj widziałam. Dziwne było to, że rozpoznał mnie, bardzo
dobrze wiedział, że to ja, lecz kompletnie nie zareagował Nawet głupiego
„cześć” albo „pocałuj mnie w dupę” nie usłyszałam. Nie miałam zamiaru się nim
przejmować.
W końcu, po dość długim
leżakowaniu postanowiłam w końcu zdjąć z siebie ciepłe ciuchy. Kurtka, buty i
czapka poszły do szafy, wyszukałam tam też błękitną bluzkę i ciemne jeansy i
tak przygotowana poszłam do łazienki, by wziąć długi i ciepły prysznic, bo
bardzo tego potrzebowałam. Długie stanie pod skocznią nie było najlepszym
pomysłem, zwłaszcza, że od kilku dni łapało mnie przeziębienie. Stojąc pod
ciepłą taflą wody zastanawiałam się czy zadzwonić do Stefana. W końcu nie
codziennie dostawałam numery skoczków narciarskich. Pomyślałam, że to może mi
nawet wyjść na dobre. Moją głowę przepełniały myśli o Magnusie i tym jak mnie
zignorował kilka godzin wcześniej.
Po szybkim prysznicu, wtarłam w
ciało kokosowy balsam i założyłam przygotowane ubrania, które o dziwo były na
mnie za duże. Szybko wysuszyłam włosy po czym związałam w niechlujny wysoki
kok, pomalowałam delikatnie oczy i poszłam szukać telefonu. Wyciągnęłam go z
kieszeni kurtki i zobaczyłam sms od Alex. „
Jutro z samego rana mnie wypuszczają! :D Mam skręconą kostkę, ale da się żyć.
Sama dotrę do hotelu, soł nie będziesz musiała się zrywać :3”. Ucieszyłam
się, że Alex w końcu do mnie dołączy, w końcu przyjechałam tu z nią. Odpisałam
na jej sms i jeszcze przez chwilę zastanawiałam się, czy zadzwonić do Krafta
czy też nie. Miałam wątpliwości, ale nie ma ryzyka nie ma zabawy. W torebce
znalazłam notesik, w którym był autograf i numer skoczka, wystukałam numer na
dotykowej klawiaturze i wybrałam opcję „łącz”.
-
Tak, słucham? – Usłyszałam po drugiej stronie głos Stefana.
-
Cześć, tu Carmen.
-
O hej. Fajnie, że dzwonisz. – W jego głosie ewidentnie słychać było uciechę. –
Co u Ciebie?
-
Wiesz co, właśnie zastanawiałam się, czy może miałbyś ochotę na spacer, albo
coś takiego? – Zaproponowałam trochę zdenerwowana.
-
Czemu nie. – Zgodził się bez żadnego „ale”. – Spotkajmy się może pod skocznią,
chyba że masz za daleko, albo nie chce Ci się wychodzić. – Zaśmiał się Austriak.
-
Dobra, to za 10 minut pod skocznią. – Ucieszyłam się i rozłączyłam, po czym w
trybie now wybrałam numer Alex. – Jezu dziewczyno umówiłam się z Kraftem.
-
Co Ty powiedziałaś? – Zapytała mega zaskoczona przyjaciółka. – Przecież mówiłaś,
że…
-
Wiem co mówiłam, ale…
-
Jak to się w ogóle stało?
-
Sama nie wiem. Rozmawialiśmy chwilę po treningach, dał mi autograf i swój numer
i zadzwoniłam, po prostu.
-
A na spotkanie z Magnusem tak się nie cieszyłaś.
-
Nie mówmy o Magnusie, dobrze? – Poprosiłam i starałam się zapiąć buta.
-
Coś się stało?
-
Tak. Widziałam go dzisiaj, uśmiechnęłam do niego, a ten po prostu odwrócił
wzrok.
-
Serio? – Zdziwiła się po drugiej stronie moja przyjaciółka. – Może Cię nie
poznał?
-
Tak, moich czerwonych kudłów na pewno nie rozpoznał. – Zapięłam zamek w kurtce
i dość nieporadnie założyłam komin (taki szalik, jakby ktoś nie wiedział :D) na
szyję. – Dobra, kończę, bo się spóźnię.
-
Jak kocha to poczeka. – Zażartowała dziewczyna. – Gdzie się umówiliście?
-
Przed głównym wejściem na skocznię. – Odpowiedziałam i zamknęłam drzwi na klucz,
po czym ruszyłam w stronę holu.
-
E to daleko nie masz.
-
Na szczęście nie, ale wiesz, i tak nie chcę się spóźnić. W ogóle jak tam z
Fannemelem?
-
A jak ma być?
-
Zapomniałam, przecież ty w Fettnerze zakochana jesteś.
-
A tam w Fettnerze! Freund to ostatnio obiekt moich westchnień.
-
No tak, te jego ząbki. – Zaśmiałam się. – Ale Ty tak na serio? Alex, ja już za
Tobą nie nadążam.
-
Spadaj. – Syknęła trochę wściekle. – Mam nadzieję, że do mojej mamy nie
dzwoniłaś?
-
A po co? – Pchnęłam duże drzwi i znalazłam się na podwórzu, gdzie właśnie
zaczynał padać gęsty śnieg.
-
No że w szpitalu jestem.
-
Przecież jesteś dorosła, a poza tym sama powinnaś to zrobić. – Założyłam na
głowę kaptur i skierowałam swoje kroki w stronę obiektu narciarskiego.
-
Wiem, ale nie chcę jej martwić. Wiesz, że z jej sercem nie jest najlepiej.
-
Wiem, wiem. – Mruknęłam. – Ziom jak kończę, odezwę się później.
-
No okej, udanej randki ze Stefciem. – Zażartowała przyjaciółka. – Do jutra.
-
Do jutra, papa. – Rozłączyłam się i przyspieszyłam kroku.
Śnieg zaczął sypać coraz intensywniej, co sprawiło, że na
mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
Dotarłam na miejsce. Z daleka
widziałam, że Stefan tam czeka. Moje serce bardzo się ucieszyło, choć nie
traktowałam tego spotkania jako randki. Podeszłam bliżej, a Kraft obdarzył mnie
swoim uśmiechem numer 5.
-
Cześć, miło jest Cię znowu zobaczyć. – Powitał mnie i pocałował na powitanie w
policzek, co oczywiście odwzajemniłam.
-
Też się cieszę. – Zdjęłam z głowy kaptur. – Dzięki, że się zgodziłeś na
wyjście.
-
Spacer dobrze mi zrobi. – Odpowiedział. – Idziemy gdzieś posiedzieć, czy
połazimy po okolicy?
-
Szczerze, to wolałabym gdzieś posiedzieć, jest trochę za zimno na spacer.
-
Jestem tego samego zdania. – Zgodził się ze mną i ruszyliśmy w stroną
pobliskiej knajpki.
W czasie drogi rozmawialiśmy o
dzisiejszych treningach i niedoszłych kwalifikacjach. On sam najechał na ten
temat, jednak ja nie narzekałam, bo mogłam się wykazać swoją wiedzą na ten
temat. Stefan bardzo uważnie słuchał tego co mówiłam. Nie byłam skrępowana czy
coś. Przecież miałam ku temu powód, bo rozmawiałam z kimś, kto ma trochę
większe pojęcie o tym sporcie niż ja. Kiedy dotarliśmy na miejsce, obydwoje
ucichliśmy, a po przekroczeniu progu budynku poczuliśmy przyjemne ciepło.
Ciemne ściany, na których
zawieszone były kinkiety dawały trochę przyciemnione światło, przez duże okna
widać było piękną okolice i padający śnieg, który stopniowo ukrywał pod sobą
resztkę zieleni. Na parapetach, w niewielkich doniczkach poustawiane były
pachnące fiołki alpejskie i świeczki zapachowe na przemian. Zajęliśmy jeden z
najdalej ustawionych stolików. Przechodząc przez pomieszczenie dostrzegłam
Norweskich zawodników, którzy byli w szampańskich nastrojach. Spojrzałam na
Magnusa, który uważnie nas obserwował. Z jego oczu ciskały się małe błyskawice,
które chyba miały mi dać do zrozumienia, że niezbyt jest zachwycony moim
towarzyszem.
Zdjęłam kurtkę, którą następnie
zabrał ode mnie Stefan i powiesił na pięknym drewnianym wieszaku, a następnie
odsunął mi krzesło. Uśmiechnęłam się i popatrzyłam na chłopaka, który usiadł
naprzeciw mnie. Na szczęście to ja siedziałam tyłem do Norwegów, więc nie musiałam
się przejmować ich przenikliwymi spojrzeniami.
-
Co zamawiamy? - Zapytał Austriak, gdy podeszła do nas kelnerka.
-
Dla mnie zieloną herbatę. – Odpowiedziałam i położyłam telefon na stoliku.
-
Do koleżanki zieloną herbatę, a dla mnie wodę z cytryną. – Złożył zamówienie,
oczywiście w swoim ojczystym języku i wrócił do rozmowy ze mną. – Jak Twoja
przyjaciółka się czuje?
-
A dobrze, jutro rano wychodzi. – Odpowiedziałam. – Wiesz, że widziałam Cię dzisiaj
na basenach?
-
Serio? – Zdziwił się.
-
Tak.
-
To jak to się stało, że ja Cię nie widziałem? – Zapytał smutno. – A może dlatego,
że byłaś otoczona Norwegami.
-
Wcale nie byłam. Broniłam się.
-
Dobra, nie ważne. – Uspokoił mnie uśmiechem. – Opowiedz coś o sobie.
-
To zależy co chcesz wiedzieć.
Popatrzyliśmy na siebie i tak rozpoczęła się nasza rozmowa.
Opowiedzieliśmy sobie wszystko.
Od zainteresowań, po sprawy rodzinne. Jedyną rzeczą jakiej mu nie powiedziałam
to mój związek z Harrim. Nie chciałam popełnić tego samego błędu, który
popełniłam przy spotkaniu z Magnusem. Nie chciałam już na samym początku
znajomości wyskakiwać mu z takimi przykrymi sprawami. Nie chciałam, by patrzył
na mnie jakoś litościwie.
Stefan okazał się być bardzo sympatycznym
chłopakiem. Na początku nie mogłam się skupić na tym co mówił, bo jego
angielski był niesamowicie uroczy. Jednak po chwili ogarnęłam się i skupiłam na
rozmowie. Stefan ani razu nie wspomniał ani razu o skokach. Odpowiadał na moje
pytania bardzo dokładnie, uważne mnie słuchał. Nasza rozmowa mijała nam w
bardzo miłej atmosferze. Kiedy skończyliśmy, wyszliśmy z knajpki, ciągle się
śmiejąc. Szliśmy spokojną uliczką, śnieg wciąż sypał, było bardzo przyjemnie,
mimo wszystko coś mnie bardzo niepokoiło.
-
Stefan, mam wrażenie, że ktoś za nami idzie. – Podzieliłam się swoimi lękami z
chłopakiem. Kraft odwrócił się na chwilę i delikatnie złapał mnie w pasie.
-
Ktoś za nami idzie, ale spokojnie. – Uśmiechnął się i szliśmy dalej.
Mimo, że nie powinnam pozwolić Stefanowi na taki gest, to w
sumie poczułam się bezpiecznie.
Dotarliśmy ze Stefanem pod mój
hotel i zatrzymaliśmy się przed szklanymi drzwiami. Po spędzonym dniu z
Austriakiem padałam ze zmęczenia, ale mimo to nie dawałam tego po sobie poznać.
- Dziękuję za dzisiejszy dzień. – Powiedziałam
cicho i nieśmiało na niego spojrzałam.
-
To ja Ci powinienem podziękować. – Odpowiedział i złapał mnie delikatnie za
zimna dłoń. Niby taki zwyczajny gest, ale wykonany w takiej sytuacji przyprawił
mnie o przyspieszone bicie serca. – Muszę już iść.
-
No dobrze, mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
-
Obiecuję Ci to. – Podszedł do mnie o krok bliżej i złożył na ustach bardzo
delikatny, pożegnalny pocałunek. To było tylko sekundowe zbliżenie, ale było w
nim coś, czego nie dało opisać się słowami.
Stefan puścił moją dłoń, uśmiechnął się i otworzył mi drzwi,
po czym wyruszył w swoją stronę.
Szłam spokojnie przez hol, kiedy
nagle ktoś szarpnął mnie za ramię. Myślałam, że to Stefan zawrócił, by jak w romantycznym filmie, po pierwszym
spotkaniu wziąć mnie w ramiona i
pocałować namiętnie, jednak gdy się odwróciłam stanęłam twarzą w twarz z
Magnusem. Zamurowało mnie.
-
Co Ty tu robisz? – Zapytałam zaskoczona jego obecnością.
-
Widziałem Cię z Kraftem. Najpierw na skoczni, a później w knajpie, bo byłem tam
z chłopakami. Dla mnie czasu nie masz, a z nim to się szlajasz. – Naskoczył na mnie
z wyrzutami Norweg.
-
Posłuchaj mnie uważnie. Znam Cię nie cały jeden dzień i co, może mam być z Tobą
12 na dobę? Może mi jeszcze powiesz, że jestem jakąś Twoją pieprzoną
własnością? To, że spędziłam ze Stefanem dzisiejsze popołudnie to tylko. –
Stuknęłam palcem w jego klatkę piersiową. – I wyłącznie moja sprawa.
-
Nie znałem Cię od tej strony. – Wyskoczył z tymi słowami jak do najlepszej
przyjaciółki.
-
Ogarnij się! My się w ogóle nie znamy! – Wykrzyczałam mu w twarz i bez słowa
skierowałam kroki w stronę swojego pokoju, jednak Magnus nie dawał za wygraną.
-
Ale jak na skoczni widziałaś mnie to ciężko Ci było powiedzieć „cześć” albo coś
w tym stylu?
-
Ty sobie jaja robisz? Mam się za Tobą uganiać Mi tam nie wiadomo jak nie zależy
na tej znajomości, ale jeśli Tobie tak, to dlaczego jak się do Ciebie
uśmiechnęłam, tam na skoczni to po prostu odwróciłeś wzrok, więc możesz mnie
pocałować w dupę! – Szarpnęłam za klamkę drzwi do mojego pokoju i trzasnęłam
nimi za sobą i dla pewności jeszcze zamknęłam je na klucz.
Jeszcze przez kilka minut słyszałam głos Magnusa i dobijacie
do drzwi, ale to zignorowałam.
Miałam nadzieję, że Magnus szybko
stąd pójdzie. Zdjęłam kurtkę, rzuciłam na fotel buty zostawiłam koło drzwi i
położyłam się na łóżko. Z uśmiechem wspominałam dzisiejszy dzień. Napisałam
jeszcze Stefanowi sms z podziękowaniem za dzisiaj i po prostu zasnęłam.
*****************************************************************************************
No to tyle na dziś J Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale szkoła mi zabiera cały wolny czas :c
Jeeejku :c Oby Morgiemu nic się nie stało, bo normalnie mnie poniesie :c Nie jestem jakąś ogromną fanką, ale każdy upadek przeżywam tak samo :c
Wielkie gratulacje dla Kasaiego i Ammanna! J Szkoda, że Simi nie stanął na tym najwyższym stopniu podium, no ale cóż. Za Stochem nie przepadam, a wręcz go nie znoszą ( mam do tego prawo, więc bez hejtów!) więc zbytnie się nie cieszę, że wygrał.
Mam nadzieję, że komentarze się tu pojawią. Uwierzcie, że jest to bardzo motywujące, i mam nadzieję, że poświęcicie choć 5 minut na napisanie choć jednego słowa.
I przepraszam, że ta "akcja" z Kraftem jest taka bardzo naciągana i wgl :p
P.S. Chcę oglądać TAKIE obrazki
a nie TAKIE :c
No to tyle na dziś J Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale szkoła mi zabiera cały wolny czas :c
Jeeejku :c Oby Morgiemu nic się nie stało, bo normalnie mnie poniesie :c Nie jestem jakąś ogromną fanką, ale każdy upadek przeżywam tak samo :c
Wielkie gratulacje dla Kasaiego i Ammanna! J Szkoda, że Simi nie stanął na tym najwyższym stopniu podium, no ale cóż. Za Stochem nie przepadam, a wręcz go nie znoszą ( mam do tego prawo, więc bez hejtów!) więc zbytnie się nie cieszę, że wygrał.
Mam nadzieję, że komentarze się tu pojawią. Uwierzcie, że jest to bardzo motywujące, i mam nadzieję, że poświęcicie choć 5 minut na napisanie choć jednego słowa.
I przepraszam, że ta "akcja" z Kraftem jest taka bardzo naciągana i wgl :p
P.S. Chcę oglądać TAKIE obrazki
a nie TAKIE :c
GET WELL SOON MORGI! ♥


ŁOOOOO! Randka z Kraftem, grubo XD Ale Magnus jako ten "zły"?! to mnie zaskoczyłaś!
OdpowiedzUsuńi Alex hahahahahahahha!
ej, niech ona wychodzi i razem idą na skoki, czuję, że będzie miazga XD
hmmm... chyba nic mi nie przychodzi do głowy. komentarze zawsze mam z dupy, ale po tym upadku Morgiego, to już wgl porażka...
Nic, życzę Ci weny i znalezienie czasu i dla szkoły i dla pisania :)
~ Natalia ♥
Co tu dużo pisać, bardzo mi się podoba!
OdpowiedzUsuńDużo weny! :)